Cała prawda o konflikcie między łowcami a Bojvingami [Alina, 2965][cz. 3]

Informacja o morderstwie spadła na nas jak grom z jasnego nieba. Wiedzieliśmy, że
Bojvingom nie można ufać ale to, czego się dopuścili zaskoczyło nas całkowicie.
Przez ponad 40 lat ścigania piratów nie spotkałam się z czymś takim. Zostaliśmy
zaatakowani przez organizację liczącą kilkadziesiąt osób. Organizację
zamieszkującą 3 miasta, posiadającą wiele okrętów oraz ludzi potrafiących
utrzymać broń w ręku. Nagle z łowców staliśmy się zwierzyną łowną. W
momencie otrzymania tej informacji byliśmy w drodze do Marchwiowego Rancza po
wielodniowym patrolu podczas którego opłynęliśmy wyspę Raj oraz odwiedziliśmy
wyspę Rus. Na Lacrimosie była nas trójka…Trójka przeciwko całej machinie
wojennej Bojvingów. Jakie mieliśmy szanse? Wydawało się że żadne. Niemniej
jednak nigdy nie zaświtała w nas myśl o ucieczce gdzieś daleko. Postanowiliśmy
walczyć. W zasadzie liczyliśmy się z naszą szybką śmiercią. Byliśmy to winni
Idei…
Mało tego! Postanowiliśmy oficjalnie ogłosić, że podejmujemy rękawicę
rzuconą nam w twarz przez Ród Bojvingów. Tak też zrobiliśmy. Po ogłoszeniu
komunikatu o wkroczeniu na wojenną ścieżkę udaliśmy się do Vlotryan. Mieliśmy
nadzieję, że Vlotryan stanie w tym konflikcie po naszej stronie. W końcu to u nich
się wszystko zaczęło. To przecież pomoc vlotryańczykom była pretekstem do
zabicia Idei. Po drodze do Vlotryan dołączyła do nas dwójka wojowników. Była
więc już nas piątka…
Na początku rozmowy we Vlotryan przebiegały po naszej myśli. Co prawda od razu
powiedzieli, że Vlotryan oficjalnie będzie w konflikcie neutralne ale dostaliśmy
od kapitana straży zapewnienie, że dadzą nam do pomocy szabrownika wraz z
wyszkoloną załogą oraz leki. Premier zaś wymyślił jakiś bardzo skomplikowany
plan ze szpiegami wysłanymi do Fortholmu, budowaniem przekaźników radiowych do
nadawania na jakimś kodowanym kanale i jeszcze jakieś dziwne rzeczy, których
mówiąc szczerze nie bardzo rozumiałam. Ja chciałam po prostu popłynąć do
Fortholmu i walczyć z Bojvingami. Niestety Rodgar się do tego wszystkiego wtrącił
i zarządził, że jedyna pomoc jaką otrzymamy to 20 kilo miodu i to w zamian za
obietnicę informowania go o naszych posunięciach. Gościu normalnie zwariował!
Kazaliśmy mu się wypchać tym miodem. Postanowiliśmy, że sami sobie damy radę.
We Vlotryan dołączyła do nas szósta osoba. W sześć osób przy odpowiednim
planie można powalczyć.
Co się potem działo to wszyscy wiedzą. Oba nasze ataki były bardzo skuteczne. Za
każdym razem stosujemy inną taktykę więc wróg nigdy nie wie czego się może
spodziewać. Podczas tych ataków zginęła jedna osoba, o której mówi się w
radiu, że nie była Bojvingiem. Chodzi tu o niejaką Kurenai. Kurenai nie była w
planie do zabicia. Niestety Wacneg tuż przed śmiercią zaczął przekazywać jej
klucze. Dla nas było w tym momencie jasne, że ta osoba musi być kimś ważnym.
Musiała być Bojvingiem tylko udającym, że jest inaczej (podobno tych osób
udających było tam więcej). Tak więc zginęła przez głupotę Wacnega.
Na dzień dzisiejszy wiemy, że kilku Bojvingów w tym jarl przeżyło. Wiemy
również, że Bojvingowie są w tej wojnie wspierani przez GasGallus, który
czynnie, w osobie Traumana pomagał zabić łowców. Wiemy o tym wszystkim jednak
podjęliśmy decyzję o zakończeniu działań zaczepnych przeciwko wrogowi. Wiemy,
że żyją osoby, które zabijały Ideę jednak jeżeli te osoby same nie staną nam
na drodze, tak jak kilka dni temu Borysek mogą czuć się bezpieczni. Dosyć już
krwi zostało rozlane. Apeluję więc do wszystkich awanturników, którzy się
nudzą i znaleźli pretekst do działań awanturniczych aby sobie odpuścili. Dowody
przedstawione przeze mnie świadczą dobitnie kto jest odpowiedzialny za ten konflikt
oraz przelaną krew. To by było na tyle z mojej strony. Na zakończenie
posłuchajcie co ma wam do powiedzenia Idea…

Myślałam, że ród Bojvingów jest honorowy i potrafi dotrzymać złożonych
obietnic. Ponadto sądziłam, że nasze stosunki ze względu na kilkadziesiąt lat
znajomości są więcej warte tym bardziej, że nie raz służyliśmy Wam pomocą. A
sprawa Agnathy w wyniku, której zginęli Wasi bracia została już wyjaśniona.
Jeśli niektórzy nie są wtajemniczeni w tą sprawę, pozostawiłam na ziemi kopie
relacji z tamtych wydarzeń.
Sigrida i Varga zawdzięczają mi życie, ponadto złożyłyśmy wobec siebie pewne
obietnice, które zostały przez nie złamane w dniu wczorajszym i przyznam się, że
nie potrafię tego zrozumieć. We Vlotryan byłam jedną z niewielu osób, które
pomimo publicznego ataku Bojvingów na Agnathe stawiła się za Bojvingami widać
nikt tego nie potrafił docenić.
Co do Łowców – zawsze staraliśmy stawać po stronie prawa, ganiając po świecie
za różnego rodzaju przestępcami, a zdecydowana większość tego czego się
dorobiliśmy w życiu zdobyta była nieustanną ciężką pracą. Na koniec, zapewne
umrę tutaj wkrótce w Przesmyku Bojholmskim, ale godnie i z czystym sumieniem będę
walczyć do ostatniej kropli krwi. Ze swojej strony pragnę jeszcze z całego serca
podziękować wszystkim Łowcom, którzy zdecydowali się na przyłączenie do mnie.

Idea – Admirał Floty Łowców Piratów [2844]

avatar
  Subscribe  
Powiadom o