Dziennik Lucjusza Milona, człowieka który narodził się sam i znikąd.

Dzień 3972

Godzina 4.08

Nie pamiętam nic z tego co działo się wcześniej, ale znajduję się tutaj. Nie
ma żadnych ludzi oprócz mnie. Są tylko 4 budynki, w tym port i latarnia.

Na morzuwidzę coś wielkiego – wyobraźnia podpowiada mi, że jest to statek, zwany
szabrownikiem. Jest pod pełnymi żaglami i płynie na zachód. Nazywa się ~ARMIA~.

Rozglądam się po tym miejscu. Pachnie tutaj jedzeniem, ale nie próbuję jeszcze
kosztować surowych ziemniaków. Pozbierałem z placu podroby zwierzęce i zaniosłem
do pomieszczenia zwanego magazynem. W drzwiach widzę zamki, ale są otwarte. Z placu
podniosłem dwie drewniane tarcze. Znaki drewniane mówią, że to niejakie
Dzieweczkowo, terytorium królestwa Ardy, i spoczywają tutaj niejaka Idea oraz
Chomik.

Przetrząsnałem całe miasto, ale nie odnalazłem nikogo. Czynię się zatem panem
tego miejsca i nim jestem. Jest i będzie moje, i tylko ja tutaj władam. Muszę być
silny, aby przeżyć, będąc tu sam i bez niczego, zmuszony do walki o przetrwanie.

Na początek – jedzenie.

avatar
  Subscribe  
Powiadom o