Idee postaci: Bojvingowie (Kronika)

~~~ Kronika Rodu Bojvingów dn. 3805 – 3900 ~~~ ~~~ I. Kadencja Jarl Ejany ~~~

 

Kronika Rodu Bojvingów dn. 3805 – 3900

I. Kadencja Jarl Ejany

Kronikę może pisać każdy.
Magnus Alanir, II. Jarl Rodu Bojvingów

3900. Powrót Jarl i Hegemon. Nowy Brat. Thing nadchodzi. 

Od dawna wyczekiwana „Duma Krakena” zawija do macierzystego portu. Z pokładu schodzą Ejana, Haru i Ramona. Wyprawa okazała się być sukcesem – nasza delegacja została bardzo przychylnie przyjęta w Złotym Szczycie i zapowiada się bliższa współpraca z tym miastem. O szczegółach mamy dowiedzieć się na Thingu. Radość z udanej misji mąci jednak smutna wieść – w czasie wyprawy zmarła Kadlin, która od wielu lat zamieszkiwała Fortholm. Zabrano ją na Oorc w nadziei, że taka wycieczka jej pomoże. Niestety, choroba okazała się być silniejsza.
Nowi mieszkańcy powoli zaczynają uczyć się naszego języka i zewsząd słychać bojvińskie zwroty wypowiadane coraz to pewniej. Serce rośnie.
W końcu budzi się Erling. Co więcej, decyduje się zostać Bojvingiem! Wspaniała wiadomość, szczególnie że mężczyzn w naszym rodzie ostatnio jak na lekarstwo. Hucznie świętujemy powiększenie Rodu aż do bladego świtu, racząc się wybornymi trunkami i równie wybornymi szaszłykami.
Thing zbliża się wielkimi krokami. Czynione są do niego pierwsze przygotowania, w końcu na horyzoncie pojawia się fortholmski statek. Znów nadchodzi czas, kiedy będziemy decydować o naszej przyszłości.
Arista

Dołącza się: Erling

3895. Ktoś umiera i pojawia się ktoś. 

Coraz mniej dni pozostaje do rozpoczęcia Thingu. Z niecierpliwością spoglądamy na morze, oczekując powrotu „Dumy Krakena” z Ejaną i Haru na pokładzie.
Claudia opowiada, że w miejscu, w którym była, zastała opuszczoną rikszę. Równocześnie zaczęła pytać skąd mogłaby otrzymać łom. Informujemy ją, że z zasady nie wyposażamy osób spoza Rodu w łomy i broń, chyba że bardzo dobrze się znamy. Wygląda na mocno niepocieszoną i niedługo później wyrusza z Bojholmu na poszukiwanie przygód.
Za pomocą drewnianych mieczy próbujemy obudzić naszych śpiących Braci – Dankona i Que. Znów nieskutecznie… chyba trzeba będzie niedługo sięgnąć po drastyczniejsze środki.
Śpiączka zbiera śmiertelne żniwo – na naszych oczach umierają nieznana mi trzydziestolatka przebywająca w Domu Zjednoczenia oraz Andrij, o którym wspominałam w poprzednim wpisie. Pochowaliśmy ich jeszcze tego samego wieczoru. Miejmy nadzieję, że te dwa zgony jednego dnia nie zapoczątkują jakiejś dłuższej, czarnej serii.
Dla równowagi pojawiają się u nas dwie młode damy – jedna nie chciała zdradzić nawet swojego imienia, druga zaś przedstawiła się jako Reya. Zostaje przez nas odpowiednio przywitana, a wieczór spędzamy na opowiadaniu jej o bojvińskich zwyczajach.
Arista

3890. Ajholm. 

Powoli dochodzę do siebie po długiej chorobie. Niestety, wygląda na to, że Erling się nią ode mnie zaraził. Od wielu dni nie wypowiedział ani słowa. Zaczynamy się martwić.
Wraz z Lutisse robimy porządki, co wiąże się między innymi z wyniesieniem kolejnych paru ton narzędzi z Leoparda. Gdyby Ejana i Haru znienacka wróciły, na pewno nie mogłyby nam zarzucić nieróbstwa. Niestety, nasz najbardziej zasłużony bojownik w walce z narzędziami – Andrij – również śpi od dłuższego czasu. Tym razem będziemy zmuszeni poradzić sobie bez niego.
W naszym mieście pojawiają się nowe osoby, co wielce nas cieszy. Do tego komunikatywne i rozgarnięte, co raduje nas jeszcze bardziej. Mowa o Aglai i Abdulu. Oboje zostają przez nas serdecznie powitani, nakarmieni, odziani oraz wyposażeni w drewniane tarcze chroniące przed szalonymi indykami i nie tylko. Wygląda na to, że osoby z imionami zaczynającymi się na literę „A” przejmują władzę nad naszym miastem. Jak tak dalej pójdzie niedługo przemianujemy je na Ajholm. Trzeba się spieszyć, póki Jarl i Hegemon nieobecne.
Arista

3885. Ciche dni. 

Po wypłynięciu Jarl i Hegemon Bojholm spowiła cisza. Czas płynie niespiesznie. Większość pracuje w milczeniu, z rzadka przerywanym krótkimi rozmowami.
Z Małej Węglówki przybywa Claudia i pyta o Haru. Informujemy ją, że niestety się minęły i trochę czasu upłynie, nim będzie miała możliwość porozmawiać z naszą Hegemon.
Arista

3880. Powrót do Bojholmu. 

Wracamy przez Avalon – nowi mieszkańcy, o których pisałam parę wpisów temu, próbują ożywić to miejsce. Erling podrzuca im parę kilogramów kamienia, które akurat mamy w samochodzie. Spotykamy tam również Nanet Tenat, która decyduje się pomóc zagospodarować tę osadę. Okazuje się, że ma niektóre tamtejsze klucze.
Zaniepokojony naszą przedłużającą się nieobecnością Bojholm szuka nas drogą radiową. Szczęśliwie możemy ich uspokoić, że wszystko u nas w porządku, jesteśmy niedaleko od domu i niedługo wrócimy.
Tuż pod Bojholmem, w Małej Węglówce, spotykamy Claudię. Dość bezpośrednie dziewczę. Przespacerowała się tutaj z Bojholmu, by móc zapolować. Zapewnie niedługo zobaczymy się ponownie w naszym mieście, ponieważ z rozmowy wynika, że ma ona zamiar wrócić jak już nasyci swoją łowiecką żądzę.
W końcu udaje nam się wrócić do domu. Witają nas Ejana i Haru, lecz nie ma czasu na dłuższe rozmowy. Nazajutrz Jarl i Hegemon wsiadają na Dumę Krakena i wypływają na wyprawę w stronę Oorc, która i tak się opóźniła przez przedłużający się z powodu mojej choroby objazd okolicy. W końcu muszą wrócić jeszcze przed Thingiem. Życzymy im pomyślnych wiatrów i żywimy nadzieję, że wyprawa okaże się udana.
Arista

3875. Dalszy ciąg patrolu. 

Mijamy kolejne miejsca. Znakomita większość jest opuszczona. Erling naprzemiennie prowadzi samochód i morduje okoliczną faunę, radio rzęzi i męczy, ja natomiast tylko po cichu zdycham – śpiączka odpuszcza tylko na krótkie chwile.
W końcu docieramy do osady, w której można z kimś porozmawiać. W Kililal Hrodofic miło witają nas Nalini, Kasia oraz Gimli. Częstują wybornymi wypiekami własnej produkcji, a także zabawiają rozmową.
Jednym z miejsc, które zawsze robią na mnie duże wrażenie, jest Kilivil Hrodofic. Niegdyś musiało być dużym miastem tętniącym życiem, teraz po pustych gmachach hula wyłącznie wiatr. Zastajemy tam tylko Khaliksa, podróżnika, który dobił do tamtejszego brzegu swoim slupem. Niestety, nie udaje nam się porozmawiać, ze względu na senność żeglarza, który swoją aktywność zakończył na przywitaniu i przedstawieniu się.
Radio tradycyjnie gdacze i nie chce przestać – tym razem dniówki motywem przewodnim.
Fas-cy-nu-ją-ce.
Arista

3870. Wizyta w Fortholmie. 

Docieramy do Fortholmu. Jak miło zobaczyć się z tamtejszymi Bojvingami, a w szczególności poznać osobiście nowe Siostry. Widzimy też tam sporo nieznajomych twarzy, między innymi gościa z Edenu Majklimburskiego – Viktora. Specyficzny człowiek, zapewne Fortholmczycy znacząco rozszerzyliby jego opis, jednak ja, ze względu na krótki kontakt z nim, się wstrzymam. Po paru dniach przyjemnie spędzonych w rodzinnym gronie ruszamy w dalszą drogę.
Niestety, czuję się coraz gorzej. Choroba nadeszła, śpię coraz więcej. Erling na szczęście troskliwie okrywa mnie kocem, zamiast wywalić bezwładne, śpiące cielsko z Baarna do przydrożnego rowu. Miło z jego strony.
Arista

3865. Akcja wybudzeniowa. Objazd okolicy rozpoczęty. 

Haru i Erling przeprowadzają akcję wybudzeniową za pomocą drewnianych mieczyków i wiader z wodą. Sukces jest połowiczny – mnie udaje się dobudzić, natomiast Que i Dankon niewzruszenie pozostają w krainie snów. Może użycie spirytu zamiast wody przyniosłoby lepsze efekty?
W końcu wsiadamy z Erlingiem do Bojholmian Baarn i ruszamy na od dawna planowany patrol. Mijamy pierwsze opustoszałe osady, zaś czas w podróży umilamy sobie konsumpcją specjałów wywiezionych z Bojholmu. Nie wiem kto smażył te naleśniki, ale duch Dziwy Dziwowskiej, naszej znamienitej kucharki, musiał być przy tym obecny. Delicje.
W Avalonie zastajemy Adika i Helię. Wdajemy się z nimi w krótką rozmowę. Okazuje się, że mieszkają tam od niedawna po tym, jak wynieśli się z Małej Węglówki. Mówią, że potrzeba im drewna i kamienia, żelaza oraz stali, a w zamian oferują węgiel, mąkę pszenną i miód. Następne odwiedzone miejsce – Port Aleksandryjski jest opustoszałe. Erling znajduje tam wardziński kamień węgielny, którego wiek szacujemy na czasy późnego Magnusa, względnie wczesnego Gregora. Grzechem byłoby się nie zaopiekować takim historycznym znaleziskiem. Słodki Port również jest opuszczony. Zastajemy w nim tylko trzy nie do końca pogrzebane ciała. Wygląda na to, że właścicielowi jednego z nich ktoś pomógł zejść z tego świata. W Mra Qurilific kolejny trup. Wychudzony.
W międzyczasie zmuszeni jesteśmy wysłuchiwać okołovlotryańskich tyrad radiowych. Po kilku godzinach nieustannego jazgotu łeb pęka, a ręce opadają.
Arista

3860. Niespieszne przygotowania. 

Dni płyną powoli. Merat mieszkający w naszym mieście od wielu lat budzi się po długim śnie. Jedna ze świętych owiec próbuje dobudzić i Dankona, niestety bezskutecznie. Owcze argumenty siłowe najwyraźniej na niego nie działają.
Trwają przygotowania do objazdu okolicy. Postanowiono, że tuż po nim, Jarl i Hegemon Bojholmu wybiorą się na Oorc. Powoli już zaczęły czynić przygotowania do podróży. Wieczory mijają na spokojnych rozmowach i degustacji miodu z naszej Miodnicy. Trzeba powiedzieć, że ostatnia partia udała się przednio.
W naszym mieście pojawia się nowa osoba – Florian. Zostaje on przywitany z gościnnością charakterystyczną dla naszego Rodu i wyposażony w podstawowe rzeczy. Może się mu u nas spodoba.
Arista

3855. Pogrzeb Gradisa. 

W Bojholmie praca wre. Maaya ma opory przed przebywaniem w Domu Zjednoczenia. Zapewniamy ją, że tamtejsze towarzystwo, mimo że mocno nieruchawe, jest wciąż żywe i nie należy mieć powodów do obaw. Nie wygląda jednak na do końca przekonaną. Haru ma drobne problemy komunikacyjne z Hero, który od jakiegoś czasu pracuje u nas zarobkowo, ale w końcu udaje sie osiągnąć porozumienie
Arista budzi się po dłuższym śnie. Próbuje rozruszać zastane kości za pomocą treningu. Drewniane mieczyki idą ruch i okazuje się, że i nasza Siostra Lutisse ma do tego niezłą smykałkę. Po forsownych ćwiczeniach nadchodzi czas na ognisko w doborowym towarzystwie wędzonego pstrąga i spirytu. Snujemy rozmowy o planowanych wyprawach. Padają również propozycje dla nowych jednostek bojvińskiej floty… kto wie czy już niedługo na wodach nie będą się unosić takie statki jak „Haru Groźna” czy też „Erling Uszczypliwy”.
Z Fortholmu przypływa Aki z ciałem naszego zmarłego Brata Gradisa. Jeszcze tego samego dnia wyprawiamy mu bojviński pogrzeb. Smutkiem napawa nas widok kolejnej mogiły na Wzgórzu Pamięci, jednakże pamiętamy, że w naszych sercach Najbliżsi żyją wiecznie.
Arista

3850. Handel ze Złotym Szczytem. 

Kolejne dni mijają spokojnie. Haru dba, by śpiochom nie zabrakło ryżu w plecakach. Po szale reperowania narzędzi nadszedł czas na uzupełnianie bojvińskiej szafy, która zaczęła niedawno świecić pustkami. Skrawki przeróżnych tkanin latają wszędzie i trzeba bardzo uważać, by przypadkiem nie nadepnąć na osieroconą igłę lub nie nadziać się na pozostawione nieopatrznie nożyczki. Swego rodzaju bojvińska akupunktura, tym razem jednak nie przy użyciu toporów, lecz przyborów krawieckich.
Do naszego portu zawija szabrownik Cinquecento pod banderą Złotego Szczytu. Z jego pokładu schodzą Yabu, Lilith, Artan oraz Angar. Przypłynęli do nas głównie w celach handlowych po kokony jedwabników, o których to ostatnio rozmawialiśmy z ich inną załogą. Handel dochodzi do skutku w miłej atmosferze i tradycyjnie zostaje odpowiednio uczczony naszym spirytem. Nasi goście przekazują na ręce Jarl piękne zaproszenie od swojej Królowej Sabiny, która chętnie będzie nas gościć w swoich progach. Zostaje ono przyjęte przez nas z entuzjazmem i na pewno niedługo z niego skorzystamy.
Arista

3845. Senniejszy czas. Indyki atakują. 

W Bojholmie zapanowała cisza przerywana od czasu do czasu przekleństwami będącymi odpowiedzią na dziobnięcia bezlitosnych, bojholmskich indyków. Mimo swojego niepozornego wyglądu, te ptaszyska potrafią nieźle dać popalić i zepsuć niejedną drzemkę. Szczęśliwie nasze tarcze skutecznie chronią przed poważniejszymi urazami fizycznym, jednak o wiele bardziej cierpi psychika człowieka.
wyrwanego z błogiegu snu lub odkrywającego, że jego czyszczone dnia poprzedniego buty pokryte zostały nierównomierną warstwą guana, tworzącego na nich abstrakcyjny wzór bądź też anonimowy list z pogróżkami w indyczym języku. Bojvińscy badacze do dziś nie są zgodni, jeśli chodzi o znaczenie tego aktu, niemniej jednak nie zmienia to tego, że jest to cholernie upierdliwe. Dalsze badania na pewno będą prowadzone.
Hegemon doniosła o deficycie obuwia w naszym mieście. Nie wiadomo czy miejscowe ptactwo i ich żrące odchody miały coś z tym wspólnego, ale nie zastanawiano się nad tym dłużej i pod fachowym okiem Ejany wykonano wykroje, by czym prędzej przystąpić do szycia nowych par butów.
Pojawia się nowa osoba – Maaya. Zostaje przez nas miło przyjęta i czym prędzej rusza na odsiecz Bojvingom rozprawiającym się z niedobitkami narzędziowych sił.
Arista

3840. Powrót Jarl. Ród się powiększa. Walka z narzędziami. 

Z Fortholmu powraca Jarl – najważniejszą przywiezioną wiadomością stamtąd jest to, że nasz Ród się rozrasta. Tym razem na dołączenie do nas zdecydowały się Hekia i Ramona. Nic, tylko się cieszyć, że stajemy się coraz liczniejsi i rośniemy w siłę. Jako mieszkańcy Bojholmu nie możemy się doczekać kiedy uda nam się poznać nowe Siostry. Kto wie, może nastąpi to nawet przed Thingiem. Okazało się również, że w międzyczasie z morskiej wyprawy do Fortholmu wróciły Aki, Eiriawen i Liliana. Martwi kiepski stan zdrowia Liliany, która podobno sypia coraz więcej.
Popołudnia mijają na poczynaniu kolejnych ustaleń. W planach mamy między innymi objazd kolejnej części wyspy, tym razem z uwzględnieniem Słodkiego Portu i jego okolic.
Bojholm stał się areną wojny totalnej. Hegemon wytaszczyła z Leoparda tony narzędzi mocno nadgryzionych zębem czasu i wśród szczęku żelastwa do akcji ruszyło pospolite ruszenie. Wszystkie siły rzucone zostały do walki z oporną, rdzewiejącą materią, a pot i smar lały się gęsto. Z racji zasobności bojholmskich składów bój to był nierówny, lecz Bojholm się nie poddawał i walczył dzielnie – na polu bitwy szczególnie wsławił się Andrij, który nie odpuszczał żadnemu zardzewiałemu śrubokrętowi. Dzięki ofiarnym staraniam zarówno jego, jak i innych mieszkańców Bojholmu, możemy uznać pierwsze starcie za wygrane – chaos na przyczółku Leoparda jest obecnie pod kontrolą. Jednak pewnie nie na długo…
Erling, jako znawca zwyczajów jedwabników, podzielił się z nami tajnikami produkcji kokonów. Opisywanie szczegółów sobie daruję, nadmienię tylko, że wyraźnie spadł popyt na jedwabną bieliznę. Coraz bardziej zastanawia nas nas fascynacja zamorskich kupców tym materiałem…
Arista

Dołączają się: Hekia, Ramona

3835. Wizyta gości ze Złotego Szczytu. 

Do naszego portu zawitał kolejny szabrownik, na którego pokładzie znajdowali się ludzie ze Złotego Szczytu na Oorc. Zapoznaliśmy się z Jaskier, Sawim i Lilith. Mieliśmy także okazję porozmawiać z Artanem, którego zabrali z Fortholmu. Mówił, że, mimo początkowych nieporozumień, będzie miło wspominał nasze drugie bojvińskie miasto, głównie dzięki niepowtarzalnej atmosferze ognisk organizowanych przez Lytinga. Niestety, sama wizyta nie trwała długo. Ekipa przypłynęła do nas w celach handlowych. I znów okazało się, że chodzi o kokony jedwabnika i ich pochodne… zdaje się to być obecnie najbardziej chodliwy towar na świecie. Na pomoc w niełatwym zadaniu obliczenia jedwabnych dniówek zostały wezwane duchy przodków. Szczęśliwie sam Jukke obdarzył mnie swoją uwagą i jakoś udało się obliczyć wartość dóbr. Chcieliśmy przeprowadzić transakcję kokonową w taki sam sposób jak ostatnio, zgodnie z najnowszą tradycją. Jednakże, kiedy to już mieliśmy przejść do części alkoholowej handlu, Sawi powiedział, że najpierw ich Królowa Sabina musi osobiście taką wymianę zatwierdzić. Hmm… pozostaje mieć nadzieję, że niedługo spotkamy się ponownie przy kokonach i kielichu.
Postanowiliśmy nadać bojvińską nazwę kombiakowi, którego zdobyliśmy niedawno w Konopnych Polach. Z „Mustanga Południa” z pomocą noża rzeźbiarskiego rychło przemieni się on w „Fedtan Dun”, czyli tłustego konia. Nie straci w ten sposób na swojej pierwotnej końskości, a przy okazji upamiętnimy jego wypchany do oporu bagażnik, który dostarczył nam sporo radości.
Dni w Bojholmie upływają spokojnie… pojawił się nowy młodzieniec – Andrij. Przyjęliśmy go serdecznie, a on sam żwawo zabrał się do pracy. Doszło do wielce radosnej niespodzianki – obudziła się nasza Siostra Rachela! Po tylu latach w śpiączce udało się jej przepisać notatkę. Niestety, tym razem zmożona ciężką chorobą nie dała rady oddać wydobyć z siebie głosu. Dobre i to. Może następnym razem będzie lepiej….
Nie sposób nie odnotować, że Hegemon Bojholmu jak zwykle daje dobry przykład reszcie Bojvingów. Jak wiadomo ruch to zdrowie, a Bojving o kondycję dbać musi, tak więc coraz częściej można spotkać Haru spacerującą jedną ze ścieżek koło Bojholmu. Miejmy nadzieję, że zmobilizuje to wszystkich Bojvingów, nie tylko Que, który i teraz często towarzyszy Hegemon, do większej aktywności i czynnej walki z sennością.
Arista

3830. Nowa Siostra. Jak się handluje kokonami w Bojholmie… 

Que podzielił się pomysłem organizacji turnieju walk w Bojholmie z resztą Rodu. Zgodnie z przewidywaniami spotkał się on z aprobatą wszystkich, na czele z naszą Jarl. Czekamy z niecierpliwością aż nasz Brat doprecyzuje i przedstawi swoją wizję bardziej szczegółowo, co ma nastąpić wkrótce.
Drogą radiową dotarła do nas smutna wiadomość z Fortholmu – Gradis Temmer zmarł. Nie pozostało nam nic innego, jak tylko uronić łzę i kroplę spirytu za naszego zmarłego Brata… na zawsze pozostanie w naszej pamięci.
Do bojholmskiego portu zawija statek Kompanii Handlowej V-E „Jarek Handlowiec” z kapitan Nefele i jej dość sennymi kompanami na pokładzie. W jakim celu? Zgodnie z nazwą statku – handlowym. Przy okazji udało nam się wesoło spędzić trochę czasu, a i handel płynnie przeszedł w przyjemną popijawę. Jako że nie narzekamy na nadmiar kokonów jedwabników, Nefele musiała każdy kokonik okupić łykiem trunku. Zniosła to z godnym podziwu samozaparciem, trzymając pion… niemal do samego końca. Kokony zostały sprzedane, spiryt i miód wypite, a sama kontrahentka wyglądała na zadowoloną i nie żałowała bólu głowy, który dopadł ją dnia następnego. Haru podsumowała to następująco:

Za jedwabiem Nefele wciąż goni
Każdy łyczek miodu to kokonik.
Trzeba mieć mocną głowę, twardą dupę
Jak przy handlu nie chce sie paść trupem.

Zwięźle i Trafnie. Jesteśmy przekonani, że na Nefele czeka wiele sukcesów handlowych.
Cieszy wzmożona aktywność młodych. Erling zasmakował w bojvińskim spirycie, co dobrze wróży na przyszłość. Pojawiła się również nowa osoba – Aleks. Ale najważniejsze, że mamy nową Siostrę. Na dołączenie do Rodu zdecydowała się Lutisse Vuissance. Ejana przyjęła ją do Rodu, wręczając jej wszystkie bojvińskie atrybuty. Tarcza z bojholmskiego żelaza niedługo później przeszła pozytywnie pierwszy test bojowy, chroniąc naszą najmłodszą Siostrę przed raną dziobaną autorstwa rozszalałego indora.
Jarl zgodnie ze swoimi planami popłynęła do Fortholmu wraz z Dankonem i Erlingiem. Zabrała ze sobą węgiel i wapień, o które przez radio prosił tamtejszy Hegemon – Lyting. Na szczęście znaleźli się chętni, którzy pomogli przetaszczyć na statek te setki kilogramów surowców i ładowanie poszło sprawnie, choć lekko nie było, o czym nie omieszka przypomnieć czasem zbolały krzyż kronikarki.
Arista

Dołącza się: Lutisse Vuissance

3825. Spotkanie z Arshnerem. Wizyta w Kiperdzie. 

Dni mijały mi na spełnianiu swojego zadania. Przeważnie w samotności, jednakże W Porcie Majklimburga spotkałam Arshnera Noinaire. Okazuje się, że jego plan z założeniem przedsiębiorstwa na terenie naszej wyspy nie wypalił i zamierza on przenieść swoją firmę na morze. Na razie ma on zamiar wybrać się na handel na wyspę Oorc.
Bardziej zaludnionym miejscem okazał się Kiperd – zastałam tam około dziesięciu osób. Większość niestety śpiąca, w tym znalazło się kilka osobistości o ciekawej fizjonomii, między innymi dwie kobiety – jedna o fioletowej skórze, druga natomiast nienaturalnie dużych wymiarów. Nie spał za to Reddsik, z którym udało mi się miło pogawędzić. Zarządza on tym miejscem pod nieobecność Penny będącej na wyprawie handlowej. Drugą nieśpiącą osobą był Erling – młodzieniec, który chętnie przystał na moją propozycję odwiedzenia Bojholmu i bliższego zapoznania sięz Rodem oraz naszymi zwyczajami. Już we dwoje opuściliśmy Kiperd. Z Erlinga okazał się być bardzo zręczny kierowca. Większość drogi smacznie przespałam i nawet nie wiedząc kiedy, znalazłam się w Bojholmie witana przez pozostałych Bojvingów. Miejmy nadzieję, że Erlingowi spodoba się w naszym mieście i zdecyduje się zagościć w nim na dłużej.
Arista

3820. Trupie Pola. Choroba Que. 

Objazd okolicy wciąż trwa. Dzielnie stawiamy znaki i zostawiamy notatki z zaproszeniami. A nuż nakierują jakiegoś zagubionego wędrowca na Bojholm? Dotarliśmy też do Konopnych Pól. Okazuje się, że bardziej adekwatna byłaby nazwa „Trupie Pola”. Doliczyłam się tam sześciu nieboszczyków. Jeden z nich był tak miły, że zostawił nam w spadku samochód kombi i resztę swojego dobytku… było tego tyle, że wezwanie pomocy z Bojholmu okazało się konieczne. Wnet zjawiła się Haru i wszystkie dobra, łącznie z tamtejszym ryżem zostały odpowiednio przez nas zagospodarowane.
Niestety, Que zaniemógł i pogrążył się w głębokim śnie. W związku z tym nasz brat został odstawiony do Bojholmu… miejmy nadzieję, że troskliwie pielęgnowany przez innych Bojvingów prędko dojdzie do siebie. Ja zaś ruszyłam w dalszą drogę. Kolejne dni minęły mi na samotnym stawianiu znaków i polowaniu.
Arista

3815. Początek objazdu okolicznych ziem. 

Zaraz po tym, jak Que naprawił swój bojviński topór, z którym wszelkie skarby świata nie chciał się rozstawać, ruszył ze mną na wspomnianą we wcześniejszym wpisie wycieczkę. I właśnie o niej będzie traktować kilka najbliższych wpisów. W Węglowej Wólce zastaliśmy troje młodych ludzi – Helię, Dakkona i Adika. Mówią, że mają zamiar osiedlić się gdzieś w pobliżu. Wygląda na to, że niedługo zyskamy nowych sąsiadów. Pozostałe osady na zachód od Bojholmu były opuszczone. W Uroczysku przebywało kilka osób, z jedną – Nanet Tenan, byłą mieszkanką Kannabii, udało się porozmawiać.
Que po znalezieniu starej notatki autorstwa Dismunda stwierdził, że warto byłoby powtórzyć w Bojholmie turniej dla siłaczy. Myślę, że i pozostali Bojvingowie z radością przyklasną temu pomysłowi.
Arista

3810. Pothingowa krzątanina. Żałosny koniec Maiko. Wyprawy. 

Wszystko, co potrzeba, zostało już ustalone i Bojvingowie z Fortholmu odpłynęli w stronę swojego miasta. Powoli zabieramy się za wcielanie w życie ustaleń z Thingu.
Maiko, jedna z naszych więźniarek, od dłuższego czasu uprzykrzała nam życie uporczywym pukaniem. Gdy Haru poszła zobaczyć czego chce mieszkanka latarni, została po raz kolejny powitana bluzgami. Tego już było za wiele, nawet jak na cierpliwość naszej Hegemon i topór poszedł w ruch. Raz, a dobrze. Musieliśmy się zastanowić co zrobić z truchłem, żeby przypadkiem nie skalać plugastwem świętej ziemi, w której pochowani są nasi przodkowie. Wszystko wskazuje na to, że ryby z Morza Bojvińskiego niedługo się posilą… Niestety, druga z naszych osadzonych podczas Thingu zdążyła namieszać Atinowi, młodziakowi z Domu Zjednoczenia, w głowie na tyle, że również zaczął nas atakować i wyzywać przez radio, a potem chyłkiem uciekł z Bojholmu. Jego krótka, acz burzliwa kariera radiotelegrafisty zakończyła się przy jednym z przydrożnych słupów. Dopomógł przy tym Tomasz – nasz wieloletni gość.
Mamy nową mieszkankę – Lutisse Vuissance. Od razu ochoczo wzięła się do pracy, a później spędziliśmy miły wieczór, przybliżając jej tradycje i zwyczaje bojvińskie… znów nieocenione okazało się pismo z początków Rodu autorstwa Gregora. Mamy nadzieję, że spodoba jej się w Bojholmie i zostanie u nas na dłużej.
Haru zarządziła akcję dokarmiania śpiochów… ku zdumieniu wszystkich niemożliwe stało się możliwe – okazało się, że wyczerpaliśmy do cna zapasy ryżu z naszego magazynu. Pracy dla kombajnistów na pewno w najbliższym czasie nie zabraknie.
Jeden z pierwszych wieczorów po Thingu upłynął pod znakiem planowania wyprawy ustalonej podczas obrad. Liliana, Aki i Eirawen mają popłynąć odwiedzić północne wyspy – Oorc i Aldureę. Liliana od razu zaczęła wcielać słowa w czyn i zanim się obejrzeliśmy bojviński szabrownik pod pełnymi żeglami pruł fale. W Fortholmie mają do niej dołączyć pozostałe Siostry.
Prócz wyprawy morskiej, szykujemy się też do pozwiedzania najbliższej okolicy. Mają się tym zająć Que i Arista. Dobrym pomysłem wydaje się być postawienie w niektórych miejscach znaków kierujących zagubionych wędrowców do Bojholmu. Pozostawienie paru notatek zapraszających do nas również nie zawadzi.
Arista

3805. Kolejny Thing. Kolejna reaktywacja Kroniki. 

Niedawno zakończył się Thing. Był on od żywszy od poprzedniego i na pewno pozostanie na długo w pamięci Bojvingów, głównie ze względu na to, że doszło na nim do bezprecedensowego wydarzenia.
Thingowe dyskusje jak zwykle dotyczyły kondycji Rodu i możliwości jej poprawy. Padł pomysł skupienia wszystkich Bojvingów w Fortholmie, nie spotkał się on jednak z aprobatą większości członków naszego Rodu. Nie obyło się też bez tradycyjnych słownych utarczek. W pamięci na pewno utkwi nam wystąpienie Ejany, według której największym naszym skarbem jest kultura i to na niej powinniśmy się w głównej mierze skupić. Skłoniło mnie to do wzięcia pióra do ręki po raz wtóry… mam nadzieję, że tym razem próba wskrzeszenia kroniki będzie udana, a Siostry i Bracia będą mnie odpowiednio motywować. Wypłynął też temat bojvińskiego języka, który wciąż jest żywy, głównie dzięki staraniom naszych Sióstr – Liliany i Aki. Wierzę, że i reszta Bojvingów z ochotą będzie przykładać rękę do jego dalszego propagowania i rozwoju, wykraczając poza zwyczajowe zdawkowe „Ana”.
Z samego Domu Zjednoczenia dotarły do nas przykre wieści – w czasie obrad zmarł Nikołaj Karaczajew, od wielu lat pogrążony w śpiączce w naszym mieście. Co więcej, Liz, jedna z przebywających tam kobiet podburzała innych naszych gości, twierdząc, że bezprawnie przetrzymujemy w więzieniu niejaką Maiko. Ciekawe skąd to zainteresowanie losem przestępczyni, której się w ogóle nie zna, a która zdążyła się u nas wsławić między innymi nieznośną lekkością obyczajów i podniesieniem ręki na Bojvingę. Niedługo potem okazało się, że Liz ukradła z Domu Zjednoczenia wszystkie narzędzia pozostawione tam przez Haru oraz rzeczy należące do Nikołaja…ba, posunęła się nawet do odarcia nieboszczyka z szat. Takich barbarzyńskich zwyczajów się u Bojvingów nie toleruje, toteż prędko dołączyła do Maiko. Cóż, przynajmniej będzie miała okazję dogłębnie poznać obiekt swojego zainteresowania.
Po obradach nadszedł czas wyboru nowego Jarla. Gdy Shurq ogłosiła koniec wyborów, sytuacja wydawała się jasna – na karcie widniało sześć głosów dla Haru i dwa dla Ejany. Jednakże Haru odmówiła poprowadzenia Rodu, twierdząc, że nie nadaje się do przewodzenia ludźmi. Chyba po raz pierwszy w naszej długiej historii zdarzyło się coś takiego. Ejana natomiast, jako druga osoba wskazana przez Bojvingów, przyjęła stanowisko, nie kryjąc przy tym zaskoczenia. I to właśnie jej, jako piętnastemu z kolei Jarlowi Rodu Bojvingów, Shurq przekazała insygnia władzy.
Tym razem to Lyting przeprowadził Przysięgę Krwi, cementującą więzi między Bojvingami. Thingowa owca padła z ręki Haru – zgodnie z naszymi wierzeniami bogowie powinni być dla naszej Siostry łaskawi w najbliższym czasie.
Później nadszedł czas na pierwsze decyzje nowej Jarl. Wyznaczyła ona datę rozpoczęcia kolejnego Thingu na dzień 3902, a także mianowała hegemonami bojvińskich miast Haru i Lytinga. Przed nami kolejne pięć lat… co przyniosą? Czas pokaże… oby bogowie nam sprzyjali. Nie oznacza to jednak, że mamy biernie czekać. Aby przywrócić świetność Rodowi, czeka nas wiele pracy. Jak pisała Elavethia, nasza znamienita kronikarka i poetka:

„[…]Ciężko ocenić jest przyszłość z oddali…
Zwłaszcza, iż fortuna bardzo często się zmienia
Niech Bojving ten jednak, swej siły świadomy
Nie poddaje się boskim sądom przestworzy
Dzielnym on jest, niech nie bacząc na gromy
Pochwyci swój topór, niech historię tworzy!”

I tego właśnie się trzymajmy.
Arista

 

avatar
  Subscribe  
Powiadom o