KRONIKA PLAŻY ŁEZ

Dnia 1980 rozpoczęta

Wpierw kilkoro słów o mnie. Imię moje Valtal Alideri. Jestem jednym z czterech
członków kompanii, która przybyła w to miejsce, by przywrócić mu dawną
świetność, w myśl słów Mysza „wiele nie-dobrze, gdy jaki port martwy”.
Narodziny moje miały miejsce dnia 1944 w jednym z najpiękniejszych nadmorskich
miast wyspy D* – Porcie Rzemiosł. Gwarno tam było i wesoło, a moje życie
przebiegało bez większych trosk i zmartwień, nawet pomimo tego, iż zajmowałem
się tam jedną z najbardziej niewdzięczych profesji świata – grabarstwem. Nie, nie
narzekałem na zarobki – w ciągu roku dorobiłem się znacznie większego majątku
niż inni po wielu, wielu latach ciężkiej pracy. Nie narzekałem również na
prestiż tej funkcji – wszak nawet Mysz nieraz słuchał moich opinii, mimo mojego
młodego wieku.

Prawdziwym problemem była zaś świadomość, że najczęściej odprowadzałem do
krainy umarłych ludzi, którzy mogli wnieść coś wielkiego do życia naszego
świata, Portu – ale nie zdążyli, gdyż umierali najczęściej nie wypowiedziawszy
nawet jednego słowa.

Tak, tych było zdecydowanie najwięcej. W zasadzie nawet nie wiem, co spowodowało,
iż tamtej pamiętnej nocy zdecydowałem się w ostatniej chwili opuścić Port
Rzemiosł, skończyć z dobrze płatną pracą w rozwiniętym mieście na bogatej
wyspie – i rzucić się w wir nieznanego, zawierzyć swój los dalekiej krainie,
którą znałem jedynie z opowieści obcego podróżnika imieniem Tango, o wątpliwej
zresztą reputacji.

-*-*-*-

„Radość Flagelli” – tak nazywał się nasz osadniczy statek, dar Portu
Rzemiosł, po brzegi wypełniony materiałami i narzędziami niezbędnymi do
podjęcia pracy w tym uroczym, lecz niegościnnym i ubogim w surowce miejscu.

Kim była owa Flagella, której imieniu przypisano ów piękny, dumny soarer?
Czyżby to jakaś historyczna władczyni Portu Rzemiosł, komendantka straży, ktoś
ważny? Czy może raczej postać mityczna, która nigdy nie istniała, a której
baśniowe, nierealne czyny wyniosły ją na usta i umysły wszystkich Portowców?

Nie, Flagella była postacią jak najbardziej realną, istniała w rzeczywistości –
tej naszej, wymiernej. Nie miała żadnej większej funkcji nad tą, którą ja sam w
Porcie Rzemiosł reprezentowałem – była moją poprzedniczką w urzędzie grabarza,
lecz o ile bardziej fachową! To jej przypisuje się założenie Portowego rejestru
zmarłych, który dokańczałem ja, na podstawie słów Mysza, a także dokonywanych
przez siebie pochówków. Myślę, że najtrafniej jej żywot opisał Mysz, jeden z
głównych zarządców Portu, w czasie oprowadzania mnie po nowym miejscu pracy, po
chłodnym, kamiennym grobowcu:

Tam Flagella. Ona Portowa grabarka. (tutaj Mysz uśmiechnął się, jak
gdyby wspominając zmarłą). Ona wiele ładna. Ona chodzi w takie co z kwiatów
na głowie i ona nosi łopatę. Ona mądra, ona pomaga Bjocie. Gdy Bjota zabita,jaki
czas potem Flagella umiera – jej serce pęka.

Tak, ona również zmarła, zmarła z tego samego powodu, z którego prędzej czy
później umierają wszyscy grabarze – z żalu za zmarłymi. Wiem, czuję w
kościach, że i mnie to czeka. Czekało, odkąd przyjąłem łopatę, ów
nieodłączny symbol władzy nad przeprowadzaniem ludzi do świata umarłych…
Gdybym wtedy wiedział…

-*-*-*-

Był dzień 1975, na widnokręgu coraz bardziej rósł kształt olbrzymiego
kontynentu, który przeciął drogę mknącego soarera. Od kilku dni czterej
marynarze:

Elmer
Mandisz Ogl
Lilo
Valtal Alideri

płynęli ku swojemu przeznaczeniu, ku nowej ojczyźnie. Rejs miał początek w
Porcie Rzemiosł, pięknym i bogatym mieście kupiecko – portowym gdzieś na
południowym krańcu wyspy D*. Celem podróży zaś był port znany na mapach jako
Far Vlouirryan W Beach, który potem okazał się Plażą Łez. Od początku cała
czwórka osadników miała wielkie plany odbudowy tej miejscowości na wzór Portu
Rzemiosł. Wypływali z ogromnym ekwipunkiem, danym im przez szczodrych Portowców.
Informacji o opuszczonym, dawno zapomnianym porcie udzielił Tango – podróżnik,
który naopowiadał o zgromadzonym tu potencjale. W ten sposób czterech mężczyzn
znalazło się na soarerze mknącym pełną parą ku nowej ojczyźnie i nowym
możliwościom….

-*-*-*-

Spośród siebie na przywódcę wybraliśmy Elmera, jednogłośnie uznając, że on
najlepiej z nas wszystkich nadaje się na zarządcę. Przybiliśmy do brzegu dnia
1975, lecz ja obudziłem się dopiero w dniu 1980 (ach, ta śpiączka!) i od razu
zbadałem potencjał osady. Póki co, nie wiem, co wydarzyło się w ciągu
pierwszych pięciu dni naszego pobytu tutaj, ale za to spotkałem dwie przemiłe
młode mieszkanki tego miejsca – Karolinę i Playingangel. Czas pokaże, czy
zrealizujemy nasze marzenia…

-*-*-*-

KOZICE

Tajemnicze zwierzęta, występujące na wyspie D*, zwłaszcza w rejonach górskich.
Związane jest z nimi mnóstwo legend, szczególnie opowiadanych przez ludzi gór.
Jedna z nich wiąże się z tajemniczymi zgonami ludzi z Twierdzy Sigmunda. Gdy
kozice chcą kogoś uśmiercić, wpatrują sie w niego tak długo, aż wyssą z niego
całe życie. Co ciekawe, nie stwierdzono, by nizinna i wyżynna odmiana tych
zwierząt była równie groźna.

-*-*-*-

Zaczęliśmy się gospodarować na dobre. Już zmieniamy nazwy, jeden ze
znalezionych przy nabrzeżu statków wkrótce zostanie ochrzczony imieniem naszego
darczyńcy i opiekuna, Mysza. Wyjaśniła się sprawa z Mandiszem - poszedł po
prostu załatwić drewno. Niepotrzebnie się bałem. Playingangel wskutek
nieporozumienia również zniknęła w wyprawie do lasu. Zaczynam się o nią
martwić. Okazało się, że na plaży były już dość duże zapasy, do tego w
świątyni odkryłem narzędzia, jakże potrzebne do rozwoju. Wystarczy tylko
zakończyć ich reperację - i już zyskamy cały arsenał (tak, nawet broń tam
jest!).

-*-*-*-

ŚWIĄTYNIA M`BURU DABU

Uzyskałem zgodę na jej wykorzystanie celem stworzenia Domu Pamięci (docelowo dwa
pomieszczenia: biblioteka i krypta). Już przerabiam nazwę. Ponieważ jest to
miejsce czyjegoś kultu, uznałem za stosowne, by nie służyło ono dalej jako
magazyn (mamy przecież odpowiedni budynek)i zostało przerobione na nasz portowy
ośrodek kulturalny.

Kim był bóg M`buru Dabu? Szczerze mówiąc, nigdy wcześniej o nim nie
słyszałem. Wyspa D* ma przecież innych, swoich bogów. Karolina twierdzi, że jest
to jeden z bogów chaosu - stąd wynikły jaj obawy, że świątynia może być
pełna demonów. Na szczęście, podejrzenia te nie sprawdziły się. Mam pewne
przeczucie, że był to jeden z pomniejszych bogów - w związku z czym umarł pewnie
wraz z ostatnim swoim wyznawcą. Kiedy to było - nie mam orientacji, może w
pobliskich osadach będą odpowiednie kroniki. Bardzo mnie to ciekawi.

Wewnątrz świątyni znajdowały się różne przedmioty oraz surowce. Do czego
jednak służył kamienny stół, jedyny obiekt wewnątrz? Czy był to zwykły
warsztat roboczy, czy też raczej wykorzystywano go jako ołtarz? Niestety, jest on
tak stary, że nie jestem w stanie już tego stwierdzić. Mam jednak cichą
nadzieję, że pewnego dnia znajdę świadka tamtych dni lub chociaż spisane przez
niego obrządki M`buru Dabu...

                                                                      1982

Kłopoty

Strasznie ciężko ostatnio z Karoliną... od kilku dni jest z nią coraz gorzej.
Nie możemy się z nią porozumieć, bije nas, wyzywa, opowiada historie z
mitologii... miejmy nadzieję, że to przejdzie...

- MITOLOGIA - WIERZENIA I RELIGIE ZACHODNIEGO V* -

*Spisana przez Valtala, ze słów od Karoliny zasłyszanych*

Plaża Łez stanowi świętą ziemię dwóch rodzin - Dragonajtów oraz Endragorów.
Kim są przedstawiciele owych rodów? Tego dokładnie ustalić mi się nie udało, w
kazdym razie obok nich występują też Estonii - górskie plemię. Fakt dość
dziwny, zważywszy na to, ze na tej wyspie nie istnieją żadne góry, a co jedynie
lasy i wzgórza. Czyżbyśmy więc mieli do czynienia z religią napływową,
zamorską, a potomkowie tych rodów w ogóle nigdy nie zamieszkiwali tych ziem?

Ale przecież mamy Karolinę, która sama o sobie mówi - Wielka Kapłanka
Endragory...

Rządzić daną osadą w myśl jej wierzeń może tylko Welki Kapłan - wywodzą
się oni najczęściej z Dragonajtów, poza tym kandydat na to stanowisko musi być
Dragonistą - czyli przejść na dragonizm, ową dziwną religię. Kapłan może być
mianowany jedynie przez Wielkiego Kapłana lub Endragorę.

Kim jest owa Endragora, jakie są podstawy tej wiary? Więc Dragonizm jest religią
nie tylko tych trzech grup, lecz także wielu innych, na przykład Dragoninów.
Podstawowymi bóstwami są: Narjona, Wess i Kelosenosy. Oprócz nich istnieje też
wielu mniej ważnych bogów. Za przewodniczkę, władczynię i opiekunkę uważana
jest Endragora.

To tyle, co udało mi się ustalić, jeśli chodzi o Dragonizm. Jestem ciekaw, czy w
okolicy ktokolwiek inny wyznaje również tą szczególną religię. Być może
wkrótce dane będzie mi to sprawdzić, być może nawet zachowały się jakkieś
zapiski, inni wyznawcy. Być może...

- Pierwszy Złodziej -

Kiedyś musiało to nastąpić. Każda rozwijająca się osada w pewnym momencie
nieuchronnie musi zderzyć się pełnym pędem swej gospodarki ze zjawiskiem
powszechnym, na które jednak nie wszyscy są przygotowani. Mowa tu o złodziejach.
2021 dnia, po ponad dwóch latach spędzonych na Plaży Łez, wszyscy mieliśmy
wątpliwą przyjemność spotkać się z rabusiem. Atak nastąpił niespodziewanie, z
morza. Napastnik nie wydał z siebie nawet głosu. Podpłynął cicho długą
łodzią, zwinął całą żywność oraz osiem kilo piachu (na co mu tyle piasku? To
przecież nie ma żadnej wartości!), a potem równie bezszelestnie odpłynął na
zachód. Nikt nie zdążył nawet zareagować, wszyscy byli w ciężkim szoku.
Zabrał ze sobą na morze wiele dni ciężkiej pracy. Oby Ci burty przegniły, o
Bezimienny Nicponiu!
Miejmy nadzieję, ze uda nam się wysunąć z tego wnioski i następnym razem
będziemy ostrożniejsi i zareagujemy szybciej. Bezimiennego nawet nie goniliśmy...

+++ 2027 +++ ŻAŁOBA

W dniu dzisiejszym odszedł nasz przyjaciel, Lilo. Umarł cicho, bez testamentu, nie
dając znaku życia na wiele dni przed tragedią. Chcieliśmy go pochować w Domu
Pamięci, ale Mellila ubiegła nas i wykopała mu świeżą mogiłę... ech,
starzeję się nieuchronnie, skoro kobiety wyręczają mnie w moim zawodzie.

Wraz z jego śmiercią czuję, jakby odeszła jakaś cząstka tego miejsca. To już
kolejny z czwórki kolonistów, który opuścił to miejsce...

Nasz przyjaciel jest teraz w miejscu, gdzie ani atak serca, ani głód ni śpiączka
nigdy się nie zdarzają. Tam, gdzie idą wszyscy dobrzy ludzie, w co gorąco
wierzę.

Lilo, niech tam, gdzie jesteś teraz, będzie Ci równie dobrze albo i lepiej!

Jakiś czas temu odszedł też od nas Mandisz, ów niezrównany Mandisz Ogl, jeden z
pionierów. Zanim udał się w nieznane, skomentował naszą wyprawę, że chyba nie
tak miała ona wyglądać...

Nie tak. Ciekawe, czemu coraz częściej nachodzą mnie podobne myśli...

2063 - WIELKA WYPRAWA

Postanowiłem zabrać moją kochaną Play na przejażdżkę po okolicy. Przy okazji
może uda mi się poznać naszych sąsiadów, a także zwyczaje, historię i kulturę
mojej okolicy. Wszak jeszcze nigdy nie byłem na tej wyspie nigdzie poza Plażą
Łez.

Najpierw trafiliśmy do Mrocznego Lasu, zarządzanego przez Edwarda i Banderrę.
Życie toczy się tu spokojnie, leniwie, ale może to tylko moje odczucie. Jestem tu
w końcu tylko kilka godzin. Moja druga połówka wydaje się być zadowolona z
wyprawy. Póki co, idę z nią porozmawiać, zatem do zobaczenia, kroniko!

-*-*-*-

Kolejne dni wyprawy, póki co stoimy bezczynnie w Mrocznym Lasku. Nie obrażając
naszych przyjaciół, którzy z całego serca starają się rozwinąć tą osadę,
ale nie podoba mi się to miejsce. Myślę, że przymiotnik "mroczny" nie na darmo
jest w nazwie tego miejsca. Tutaj na własne oczy widziałem śmierć Karoliny, owej
ogarniętej szaleństwem kapłanki, którą spotkaliśmy na Plaży Łez. Po długiej
i wyczerpującej chorobie osobiście dokonałem jej pochówku, zgodnie ze starym
rytuałem Portu Rzemiosł. Chociaż, tak dawno tego nie robiłem, że sam nie jestem
w stanie stwierdzić, czy aby na pewno zrobiłem wszystko tak, jak trzeba...

Niemniej, do rzeczy. Było tutaj kilka aresztów, które pełniły chyba raczej
rolę "szaf z trupami". Po kolei są otwierane i z każdej wypada szkielet. Coś nie
do opisania, nawet dla zawodowego grabarza. W sumie, idealne miejsce na kolonię
karną. Aura tego miejsca podpowiada mi, że te drzewa niejedną ludzką tragedię
widziały...

Jednak najgorszego dowiedziałem się przed chwilą. Niedawno zmarł Garreth Alvine,
mój długoletni przyjaciel, jeszcze z Portu. Pamiętam go, gdy był kapitanem
Straży Portu Rzemiosł. Ożenił się ze śliczną Orijaene, podówczas z nazwiska
Mox. Bawiłem się na ich weselu, a potem... a potem postanowili udać się na
wyprawę dookoła świata. Nie wiem, co nastąpiło tam, na statku, ale ich związek
po kilku latach posypał się, czego byłem świadkiem. Ona uciekła, a zakochany
Garreth... chciał ją chyba gonić, ale nie dał rady. Umarł z tęsknoty za swoją
ukochaną, po prostu pękło mu serce. MacArron, jeden z tutejszych mieszkańców,
doniósł jego żonie pełen rozpaczy list pożegnalny. I to chyba było wszystko.
Był człowiek, nie ma człowieka...

Nie chcę dłużej siedzieć w tym miejscu, boję się. Boję się tego lasu, tych
drzew, wszystkiego wokół. Tak tu straszno i ponuro...
Zabiorę Play i pojedziemy na jakąś radosną łączkę czy plażę... Nie lubię
lasów.

---

No i wyjechaliśmy, jedziemy dalej. Ten las, w którym byliśmy... to był pierwszy
w życiu las, w którym dane było mi postawić nogę. Nigdy nie oddalałem się od
morza dalej niż na paręset metrów. Aż tu nagle...

Teraz chcę odnaleźć łąkę, by ujrzeć prawdziwą trawę, by móc pobiegać z
Play, nacieszyć się sobą... Tak, chcę łąkę... a potem góry, piękne, wielkie,
wyniosłe góry... chciałbym ujrzeć ośnieżone szczyty, zobaczyć kozice...
wszystko to, o czym swego czasu z takim niedbalstwem, zdradzającym obycie i
doświadczenie, opowiadał w Porcie Diuk Babilon. Może kiedyś, może... zabiorę
tam Ją i popłyniemy, popłyniemy ku prawdziwym, niedostępnym górom...

---

Nie wszystko w życiu przebiega tak, jak się to zaplanuje. Nasza wyprawa
skończyła się szybciej, dużo szybciej niż myślałem. Utknęliśmy w lesie,
droga była tak zniszczona i wąska, że z ledwością mogliśmy ujechać. Na dodatek
okazało się, że w zasadzie nie mamy celu, by to miejsce odwiedzić. Play była
już tym wszystkim najwyraźniej zmęczona i chciała wracać. Ja też nie widziałem
sensu w kontynuowaniu tej wyprawy. Nie na nasze drogi są riksze...

Chciałbym tu też wspomnieć o pewnym człowieku, którego mieliśmy okazję
spotkać po drodze. Był to Bragl, obywatel Vlotryan, który większość swego
życia przesiedział w hucie. Cały czas wytapiał żelazo, lecz czuł chyba, że to
jednak nie wszystko, że nie po to istnieje człowiek.

Gdy go spotkaliśmy, miał za sobą przemierzoną pieszo prawie całą wyspę.
Szukał, wciąż szukał swojego szczęścia, swojego miejsca na świecie.
Przyszłość pokaże, czy będzie mu danym je odnaleźć. Z mojej strony pozostaje
mi tylko życzyć mu tego z całego serca...

----

Play, kochanie, nawet nie wiesz, ile dla mnie znaczysz. Nie wiesz, ile dało mi to,
że Ciebie odnalazłem, że jesteś ze mną. Chciałbym, byśmy razem mogli trwać
wiecznie. Nawet, jeśli czasem myślisz, że jest inaczej, że to dla mnie obojętne,
to wiedz, iż to nieprawda. Chcę, byś wiedziała, jak bardzo Cię kocham. Pragnę,
by inni pamiętali o tym, gdy nas już zabraknie. Kiedy już dawno ostatnie światła
zgasną i nowi ludzie na tych ziemiach nastaną, gdy przyszłość, którą budujemy
z takim trudem wreszcie stanie się faktem, wówczas te kilka słów na starym,
pożółkłym papierze przypomni im o nas. Bo przecież miłość jest wieczna i
wieczną powinna pozostać...

Na zawsze Twój
Valtal Alideri.

Plaża Łez, 2070

-2092, gdzieś przy południowo-wschodnim wybrzeżu wyspy V*-

Statek kołysze niemiłosiernie i to dziwne uczucie, które zawsze towarzyszy
wielodniowym rejsom, pojawia się ze zdwojoną wręcz siłą. Bezkresne połacie
oceanu z
trzech stron i z jednej tylko nasz punkt odniesienia, umożliwiający nawigację.
Brzeg
tej tajemniczej wyspy, która stała się mym domem, choć nie jest
mą ojczyzną. Wyspy, która nie dalej niż dziesięć dni temu stała się
miejscem
kolejnego dramatu, dramatu całej osady i przede wszytkim Elmera, naszego
przywódcy.
Porwano go. Porwał go pirat imieniem Bartolomeusz, na naszych oczach, wprost z
plaży. Sam przeciągnął go na statek i odpłynął. Pościg nie dał rady.
Warkocz Mysza,
flagowa nasza jednostka, okazała się za wolna. Zbójecki statek znikł nam z
horyzontu. Elmer przepadł...

Płyniemy właśnie po Elmera. Nie dał rady pościg, dało radio. Błyskawiczna
organizacja - Elmer jest na naszej wyspie. Nie wiemy nic, ale ja i moja Play na
Warkoczu Mysza płyniemy, aby go odebrać. Jest cały i zdrowy. Podobno. Już
niedługo,
na samym krańcu cypla V*... Stęskniłem się za moim przyjacielem.

2162

Valtal zasnąłł…. Śpi już tak długo. Tak mi smutno. Bardzo tęsknię za
Tobą Mój Kochany i czekamm…. Wszyscy czekamy...

---
Kochanie, wiedz, nigdy Cię nie opuszczę, nawet, gdybym czasem lekko przysnął! -
Valtal
---

***---***---

Dzień 2304

Dzień żałoby. Dzisiaj umarł Joe, nasz towarzysz, marzyciel, który zapragnął
prowadzić gospodę...
Pamiętam, jak kilka lat temu zabraliśmy go z Portu Rzemiosł, by mógł spełnić
marzenie życia - serwować jadło i warzyć piwo. I choć realia okazały się być
nieco
inne - nie poddał się do końca, wciąż rzeźbił kubki do swojej gospody... I
przy tych
kubkach zaciął się nożem, umarł... i oto nie ma go już wśród nas, pozostała
pustka...
Ach, jakże dawno nie wygłaszałem mowy pogrzebowej! I dzisiaj, właśnie dzisiaj
ożyły
we mnie wspomnienia, stary, grabarski fach dał mi się we znaki - i oto nawet
postanowiłem dopisać kilka linijek do dawno zapomnianej przez wszystkich kroniki
tego miejsca...

Pisałem wcześniej o Braglu, który szukał swojego szczęścia na emeryturze...
jego
szczęście, jego wszystko spoczywa teraz, od dawna już zresztą, w naszym
grobowcu...
Wraz z dwoma innymi towarzyszami, z których jednego nawet nie znam... musiano go
tam
pochować, gdy ja byłem zajęty w hucie.

Umarli także Banderra i Edward, przyjaciele z Mrocznego Lasku... Niech będzie im
chwała tam, gdzie teraz są, bo nie znajdzie się drugiej takiej pary już na
świecie...

I co najgorsze - ostatnio radiem dobiegła nas wiadomość, że Mysza, naszego
wspaniałego przyjaciela z Portu Rzemiosł, nie ma już wśród żywych... Umarł
gdzieś,
nie wiem gdzie i nawet nikt z nas nie był na pogrzebie... czy w ogóle był
pogrzeb.
Bo Mysz zrezygnował, odpłynął z Portu na statku, trochę tułając się po
świecie... a
potem ta wiadomość...

Ech, to straszne, gdy słyszy się naokoło, że tylu dawnych przyjaciół umiera, a
ty
ciągle żyjesz i żyjesz, choć już nowe, coraz młodsze pokolenia nadchodzą...
Gdy
czujesz się niczym dinozaur, niemal z czterdziestką na karku... A przecież
kiedyś,
dawno temu, gdy byłem młody, w Porcie to był całkiem przywoity, normalny
wiek...

Z lepszych wiadomości, to nie dopisałem zakończenia tej historii z porwaniem.
Oczywiście, Elmera całego i zdrowego dowieźliśmy z powrotem... a właściwie, to
sam
się dowiózł. I długo czekał na nas, nim wróciliśmy z Play z morza.
Interesy idą gładko, choć brak ludzi do pracy daje się mocno we znaki. Teraz
budujemy drogi, by móc wreszcie zrealizować marzenie, z którym tu przybyliśmy -
wykorzystać lokalne surowce.

Oby nam się udało!

*-*-*-*

2346

Kolejny dopisek i kolejna śmierć. I to nawet dwie... Zaledwie po dwóch latach od
zgonu Joe`go zmarła Melilla, nasza wieloletnia przyjaciółka. Przeżyła z nami
wiele lat, była tu praktycznie od początku... od początku budując Plażę Łez,
nasz dom. I teraz jej zabrakło, nie ma jej... odeszła na zawał, na zawał
śpiączkowy. Play chyba wciąż nie może się otrząsnąć, taka śmierć... Nawet
mnie, staremu grabarzowi, robi się jakoś smutno na samą myśl. Razem z nią
zagłodził się pewien młodzieniec, który nie odezwał się u nas ani słowem,
nigdy. Została nas piątka, bo Koko gdzieś przepadł... sam już nie wiem, co tu
się wszędzie dzieje...

-*-*-*-*-

2828

Kronika się kończy. Dziewieć dni temu odszedł Valtal.Odszedł tak cicho, że
gdyby nie nagłe pojawienie się Elmera, to niewiadomo jak długo jeszcze żyłabym w
nadziei, że mój kochany Valtal zaraz się obudzi i mnie przytuli. Gdy Go
zobaczyłam leżącego na tej zimnej podłodze pomyślałam, że moje ciało ogrzeje
Jego, tchnie życie. Dotykałam twarzy w nadziei, że otworzy oczy i jeszcze raz
spojrzy na mnie…
Czekałam, pytałam głuchych ścian dlaczego? Nie otrzymałam jednak odpowiedzi.
Poczułam pustkę i nieodpartą chęć pójścia za Nim… tam…
Płakałam i w odbiciu tych łez zobaczyłam jeszcze raz to co już było… te
piękne chwile, które razem przeżyliśmy. Jak pierwszy raz usiadłam obok Niego na
plaży… Wtedy czułam bicie Jego serca. Serca, które tak bardzo pokochałam.
Potem już każdy dzień z moim ukochanym Valtalem był jak nowa, podniecająca
przygoda. Byłam szczęśliwa bo mogłam kochać i czułam się kochana.

I tak szybko zestarzeliśmy się… tak szybko. Dziś zastanawiam się, że
może za mało mówiłam Ci co czuję… za mało poświęcałam Ci czasu.. Dziś
już tego zmienić nie mogę… Poczekam, aż któregoś dnia znów się
spotkamy. Ty i Ja. Wiem, że tak będzie...
A teraz? Teraz nadszedł mój czas na samotność.

Kronika musi dziś zamilknąć. Nikt inny nie jest w stanie zająć się nią jak Ty
Valtalu. To Twoje dzieło i tak niech pozostanie.
Plaża Łez – Twój, nasz dom - plaża moich łez, które płaczą za Tobą
Kochanie. Ale będę czekać… bo przecież miłość jest wieczna i wieczną
powinna pozostać...

samotność mija
susząc łzy kiedy
twój cień osłania
moją duszę
sami dla siebie
jak w błogim śnie
toniemy w świadomości
serc
deszcz zmywa z nas
resztki dnia
i mogę znów krzyczeć
nie milcząc
i zawsze już kochać

Twoja Play

-*-*-*-*-

avatar
  Subscribe  
Powiadom o