Poemat Kamieniecki o tematyce morskiej

Poemat Kamieniecki
czyli jak to dzielni Kamieńczycy za morza się wyprawili
i co z tego wynikło – w wielkim skrócie przedstawione,
by potomni czytelnicy mądrzejsi przeto byli,
a czyny bohaterskie przez wieki rozsławione.

Prolog czyli wstęp
w którym autor osoby poematu wylicza
z imienia, nazwiska, stanu ducha i oblicza:

Oto Heri – bohater wielki i wspaniały,
Co mógłby zapełnić ten poemat cały
czynami tak znamienitymi, że innym personom
miejsca by zabrakło! Zatem pełen rezonu,
acz i z serca bólem, autor z oszczędności
opisy tych czynów znacznie tu uprości.
Jako rzekłem – to Heri, pieśni tej ozdoba
i klejnot największy. Niejedna by doba
minęła w niebycie, nim jego przymioty
tutaj bym wymienił. Prawdziwszego patrioty
Kamieniec, Dom Bojran czy cały kontynent,
nigdy nie zaznały. Resztę cech pominę,
o nich później.
Tymczasem Lavigne -jej kolej
na zamieszczenie w poematu treści. Sam nazywać wolę
Lavigne każdym pięknym słowem, ale takie słowa
ją krępują – zatem krótko powiem – Szefowa!
Skarbem ta kobieta – piękna, mądra, skromna,
zacna i dobra. Dla Kamieńca korzyść to ogromna
mieć taką gospodynię – tylko smutno czasami,
że siebie zaniedbuje, by zająć się śpiochami.
Następną poematu postać zauważyć trudno.
Mylne to uczucie – bo bez niej całkiem nudno
byłoby w Kamieńcu. A że nie jest duża?
Nadrabia swym wdziękiem – tak jak każda róża,
subtelna gładkość, powab, dziewczęca twarzyczka,
westchnąłbyś w zachwycie – mojaś ty różyczka!
Gdyby nie złości kolce wbite w twoją skórę.
Nie znasz tej złośnicy? To poznaj Sakurę!

To w zasadzie wszyscy. Być może z roztargnienia
autor kogoś pominął, więc dla usprawiedliwienia
chór się pojawia, aby każdy we wstępie zapomniany
w odpowiednim momencie został przezeń przywołany.

Chór
Skoroś rzekł tak, nasz autorze,
chór zaśpiewa, skoro może,
a zaśpiewa pierwszy raz
Zapomniałeś – płynie Graz!
Swym obyciem on ujmuje,
głównie snem się tu zajmuje,
na pięć lat się budzi raz,
taki jest ten cudny Graz!

Pieśń I
jak to statek wspólnym wysiłkiem zbudowany został,
kto w wielki rejs wyruszył, a kto tchórzliwie ostał
na bezpiecznym kamienieckim brzegu. O mieście też słowo,
o nazwie, okolicy, historii, to i owo.

O! Kamieńcu! Rudym zwany dla odmiany od innych Kamieńców,
których duża liczba istnieje, jako róży we wieńcu
na główce Sakury! (że Kamieńców wiele na świecie
to pewne – bo w przeciwnym razie – sami rozumiecie,
na co go nazywać dla odróżnienia Rudym, gdyby innych nie było?
Przecież dla prostoty samo Kamieniec wtedy by starczyło!
Ale nie o tym.) Otóż ów Kamieniec Rudym się nazywa,
bo z trzewi ziemi żelazistą rudę tu się wydobywa,
przez to rudy pył na skały opada (stąd i Kamieniec)
barwiąc je wraz z różami na rdzawe czerwienie!
Kamieniec był ludny odkąd ludzka pamięć sięga,
surowców w nim dużo, upraw i zwierza potęga,
ale okolica – sama dzicz, wymarłe bezludzie,
handlować czy wspomagać się z nikim nie idzie.
Inne miasta daleko, lądem niebezpieczna droga,
pełna dzikusów, piratów – plugawego wroga.
A towary trzeba do Kamieńca kupować i zwozić,
i tylko jednemu Heriemu nic nie mogło grozić,
gdyż to wojownik największy, a światu znany
teraz, wcześniej i później – jako Niepokonany.
Tylko On ujeżdżając potwora gromkiego-przeogromnego,
niedościgły motocykl szosowy zwany Dumą Heriego,
mając u boku wierną Herinę – topór bardzo sławny,
który swym ostrzem – dziełem mistrzów pradawnych,
łbów zbirów narąbał i juchy bandyckiej utoczył
tyle, ile nie widziały żadne ludzkie oczy,
wszystko w czasie swych wypraw w odległe rejony
by przywieźć do Kamieńca dóbr wszelakich tony.
Lecz długo to trwało, zatem Lavigne rezolutna
postanowiła, że trud Heriego wnet wszyscy utną,
gdy wybudują statek morzowładny, pojemny i śmigły,
który szybko i dla wrogów na morzu niedościgły
popłynie do dalekich stron i stamtąd towary
nieznane w Kamieńcu przywiezie. Takie to zamiary
zjawiły się w myślach mądrej Lavigne. To wystarczyło
by rozpocząć budowę statku. Do lasów wyruszyło
wiele ekspedycji, by rąbać, ciąć, piłować,
drzewa wielkie ścinać, a później okorować.
Wielkie połacie wtedy padły dziewiczego lasu,
wszystko po to, by pozyskać drewno pierwszej klasy,
na poszycie, wręgi, deski nowego okrętu,
by stawiał dzielnie czoła morskim falom i odmętom.

Chór
Do tych lasów bardzo często
Posyłano nam Ernesta
Co w Zakładach Przemysłowych
używa swych rąk i głowy.
To Lavigne tak dla testu,
posyłała tam Ernesta,
do tych lasów kamieńcowych
wprost z Zakładów Przemysłowych!

Wiele dni, tygodni wiele trwała wytężona praca,
a że każda dobrze wykonana robota popłaca,
to i na koniec powstało wielkie wspólne dobro.
Piękny, wielki acz smukły okręt, który nad zatoką modrą,
dumnie się unosił pieszczony grzywami morskiej piany,
przeto Dumą Rudego Kamieńca został wnet nazwany
przez swego twórcę, co go obmyślił całego w szczegółach,
Lavigne – naszą Szefową jak matkę -dobrą, mądrą, czułą.

Nadszedł czas na dobór załogi, która trud podróży
dzielnie by znieść mogła. Żadnych tam leni czy tchórzy
być nie mogło – tacy tylko wstyd i srom przynieśliby pewnie,
a w każdym odwiedzanym porcie przyjmowani gniewnie
handel by uniemożliwili. By zapobiec temu dobrano załogę
z kwiata kamienieckiego i przysiąc wam wszystkim mogę,
że takich wilków morskich nigdy żeście nie widzieli,
a jeśli ich zobaczycie, to ze strachu oniemieli
stać będziecie z rozdziawioną gębą błagając o litość,
by was ich potęga nie zmiotła w czeluść, w nicość!

Chór
Niech nie dziwi was ta szelma,
nie ma w załodze Anzelma,
on ze strachu zmysły traci,
bieży na brzeg, gubi gacie!
Krzyczy – ostać tu musi ktoś!
Popilnować, robić coś!
Taka to tchórzliwa szelma,
Szczur lądowy jest z Anzelma!

Autor
Zawrzyj gębę, głupi chórze!
zwróćże ślepia swe ku górze!
Toć to dzielni marynarze,
oto ich szlachetne twarze:

Pierwszy – rzecz to oczywista – Heri, choć morza sam nie lubi
mianem najodważniejszego z wszystkich morskich wilków się chlubi,
bo któż inny mógłby? Starzy marynarze w tawernach powiadają,
że w czasie sztormu najstraszniejsze morskie fale powstają,
na strachliwe głębin morskich wspomnienie Heriego pięści mitycznej,
co to je stłukła w dawnych wiekach, by wydobyć góry niebotyczne.
Najważniejszy – również oczywistość – Lavigne, pani kapitan,
co wszystkich spotkanych ludzi morza serdecznie przywita,
na pokładzie ugości, łaskawie wspomoże. Ale jednocześnie
cały czas planuje, rozważa, oblicza – za dnia jak i we śnie,
dokąd popłynąć, gdzie kupić, gdzie sprzedać, gdzie się popytać,
a gdzie potargować – tak by każdy rejs kończył się na profitach.
I szkoda tylko, że gdy ona pływa na tym pięknym statku,
to w Rudym Kamieńcu jej brak oznacza czas niedostatków…
A cóż to za pchełka po pokładzie biega? Czyżby Sakura? A jakże!
Bez niej nie obejdzie się już żadna większa impreza wszakże!
Wszędzie jej pełno – więc się nie dziwujcie, gdy w czasie rejsu
będzie jednocześnie w dwóch miejscach – na statku i w Kamieńcu!
To już chyba załoga jest cała. Teraz więc cierpliwie czekamy,
gdy wszystko przygotują, wejdą na pokład i krzykną: Odpływamy!

Chór
Hej, autorze z głupią miną,
wierszoklecie – poecino!
Przypomnimy jeszcze raz
że z pewnością płynie Graz!
Niech no tylko się znów zbudzi,
Oczaruje znów tu ludzi,
Wtedy krzykniesz z nami wraz:
Hola, hola! Płynie Graz!

Całość wymęczył Anzelm w dniu 3496, który serdecznie wszystkich czytelników
przeprasza, a szczególnie za to, że niebawem kolejne pieśni poematu z siebie na
papier wydali.

avatar
  Subscribe  
Powiadom o