„Powrót do domu” – opowiadanie

Słońce chowało się już za horyzontem gdy Raros dotarł w końcu do swej rodzinnej wioski. Nie był przez nikogo witany, choć nawet w to miejsce zdążyły dotrzeć plotki, że to właśnie on, zwykły żołnierz, biorąc udział w bitwie przeciw Księciu pokonał go osobiście na polu bitwy. Nie czekał na jego powrót nikt z przyjaciół. Z kolei bliscy pozostałych dwóch rekrutów otrzymali już wiadomości o śmierci obu z nich. Jeden zmarł z powodu śpiączki, drugiemu chwały nie przyniosła śmierć na polu bitwy. Raros był w trudnej sytuacji. Kiedy walczył wszystko było proste. Wiedział, że walczy za słuszną sprawę. Z całego serca wspierał Hrabiego w walce przeciw Księciu tłamszącemu ludzi podatkami i surowymi prawami. Gdy spotkał go na polu bitwy nie zawahał się i zaatakował z taką energią, że Książę już po wymianie kilku ciosów padł ranny na ziemi. Raros nie wiedział jak postąpić z pokonanym wrogiem, nie chciał zabijać bezbronnego. Całą sytuację zobaczył Hrabia, podbiegł do nich i dobił rannego Księcia. Po skończonej bitwie Hrabia dał Rarosowi kilka złotych monet nakazując zapomnieć o wszystkim i wrócić do rodzinnej wioski. Młodzieniec postąpił zgodnie z rozkazem Hrabiego. Już podczas drogi słyszał powtarzane przez podróżnych sprzeczne opowieści. Według jednej z wersji właśnie on, a według drugiej Hrabia pokonał w walce Księcia. Przez podróżujących z nim ludzi nazywany był Księciobójcą, lecz nie miał ochoty mówić na ten temat, co przydawało całej sprawie jeszcze więcej tajemniczości. Tak też w ciszy i zamyśleniu dotarł do rodzinnych stron. W opustoszałej wiosce wyczuwało się przygnębienie. Ludzie nie mieli za co dziękować Rarosowi Księciobójcy. Hrabia, inicjator powstania, po zabiciu Księcia sam sięgnął po ten tytuł. Nie wywiązał się z obietnic i nie zmniejszył płaconego w rybach podatku, zabraniał korzystania z książęcych łowisk, a ponadto zabrał z osady kilku młodych ludzi, których zmusił do pomocy przy budowie swej rezydencji w stolicy. Pech chciał, że ci młodzi nie mieli nawet pojęcia jak używać kielni, byli za to najzręczniejszymi rybakami w osadzie. Pustą uliczką doczłapał do Domu Spotkań licząc, że w środku jak zwykle znajdzie mieszkańców wspólnie wypoczywających po dniu pracy. Wszedł do środka i ze zdziwieniem odkrył, że nad kuflami piwa siedzi jedynie trzech milczących rybaków. Obejrzeli się tylko na niego i wrócili do swoich myśli. Żaden nie miał ochoty z nim rozmawiać. Raros wiedział, że obwiniają go o pogorszenie swej sytuacji. Z bólem odczuł, iż przestali uważać go za swojego, mimo że od dnia przebudzenia aktywnie pomagał w wyprawach rybackich. Zrezygnowany postanowił odwiedzić swego najlepszego przyjaciela Madosa, właściciela pasieki i znanego w okolicy wytwórcę miodu pitnego. Chatka znajdowała się daleko na uboczu, ale na miejsce dotarł już po kilku minutach. Mados był akurat zajęty sadzeniem bazylii w skrzynkach na kwiaty. Przywitał go uprzejmie, ale z rezerwą, nie przerywając nawet swego zajęcia. Raros opowiedział co nieco o życiu w wojsku Hrabiego, wypytywał o wydarzenia w wiosce podczas swej nieobecności. Nie dowiedział się niczego nowego, większość wiedział już z docierających wszędzie z zawrotną prędkością wieści. Co najważniejsze wprost uzyskał potwierdzenie, że ludziom po zmianie władzy rzeczywiście żyje się znacznie gorzej. Obaj zamilkli, nie wiedząc na jaki temat kontynuować tę wymuszoną rozmowę. Nagle Raros usłyszał podejrzany szmer na zewnątrz. Natychmiast wyciągnął zza pasa długi sztylet, a ręką dał znak zaskoczonemu przyjacielowi by ten był cicho. Zaczął przysłuchiwać się intruzowi na zewnątrz. W mig przypomniały mu się całonocne warty, poczucie ciągłego zagrożenia i stała czujność. Raros szepnął Madosowi, że usłyszał włamywacza i zaczął skradać się w kierunku otwartych drzwi wejściowych. Tam zatrzymał się na moment opierając o ścianę, wziął głęboki oddech i wyskoczył na zewnątrz mierząc ostrzem sztyletu wprost w stojącego gdzieś po drugiej stronie drzwi intruza. Wyskakując rozpoznał postać i w ostatniej chwili zatrzymał się opuszczając sztylet. Tuż przy drzwiach stała młoda kucharka, zaskoczona i przerażona jednocześnie. Gliniany garnek wypadł jej z rąk i rozbił się o ziemię. Raros był nie mniej zaskoczony. Uznał, że schowanie sztyletu i odejście jak by nigdy nic nie usprawiedliwi go wystarczająco. Zamiast tego chcąc przerzucić winę na kobietę zawołał: – Hej! Co tu robisz? Czemu skradasz się zamiast podejść jak człowiek? Myślałem, że to jakiś złodziej. – Co? – zapiszczała zaskoczona. – Jak to skradać? Szłam sobie dróżką i… i jedna doniczka w oknie była wywrócona, więc zeszłam ze ścieżki ją poprawić. – mówiła szybko przestraszona – I… i… Miałam przyjść po obiecany miód na ciastka. Najstarszy rybak w wiosce ma jutro urodziny, a-a-ale… Czemu na mnie napadłeś? – Wcale nie napadłem. Skradałaś się, więc pomyślałem… – Co Ty mówisz? Co się z Tobą stało? Ja… pójdę już… – spojrzała tylko na łupiny glinianego naczynia, odwróciła się i odeszła nerwowym krokiem. „Jak to się stało?” pomyślał Raros patrząc ze wstydem na sztylet. „Gdybym wtedy nie zdecydował się dołączyć do wojska hrabiego… Co prawda nikt nie nazywałby mnie bohaterem, ale co mi z tego przyszło? Żyłbym tu spokojnie i szczęśliwie wśród swoich, którzy teraz nawet się do mnie nie przyznają. Być może bunt by się nie powiódł a hrabia nie zabiłby księcia. Teraz nie ma już dla mnie przyszłości. A z pewnością nie tutaj.” pomyślał patrząc tęsknie za oddalającą się młodą kucharką. Co dalej stało się z Rarosem? Jak wioska poradziła sobie bez niego? Cóż, to temat na zupełnie inną opowieść.Edeos z Golduranu Dnia 3724

avatar
  Subscribe  
Powiadom o