Stara Opowieść

Część 1

Prolog

Później mówiono, że przybył znikąd.
Głodny, wycieńczony, w poszarpanym ubraniu zdołał dotrzeć do pierwszych zabudowań Milna. Minął posterunek straży, gdzie drzemał wartownik mający pełnić służbę, i w tym momencie upadł. Zaskoczeni przybyciem nieznajomego młodzieńca mieszkańcy udawali, że nie zauważają go pochłonięci swoimi codziennymi zajęciami i odwracali głowy, by uniknąć choćby kontaktu wzrokowego. Mieli swoje problemy i nie zamierzali brać na siebie cudzych. Tajemniczy przybysz powstał i nie bez trudności ruszył przed siebie kierując się w stronę głównego rynku, do którego prowadziły zresztą wszystkie uliczki w wiosce. Dotarł do końca uliczki i wszedł na obszerny plac, na którego środku rozbudowywany był reprezentatywny budynek pełniący prawdopodobnie rolę miejskiego ratusza. Dookoła uwijali się robotnicy a całą pracą zarządzał odziany w porządną kolczugę i narzucony na nią równie porządny płaszcz na oko około czterdziestoletni postawny mężczyzna. Choć strój nie wyglądał zbyt bogato to jego sam wygląd (niebieskie, patrzące inteligentnie oczy i długie do łopatek ciemnoszare włosy), a także postawa (wyprostowana i zdecydowana jakby chciał rzucić wyzwanie każdemu kto stanie przed jego obliczem), pokaźny misternie wykonany ciężki miecz wiszący przy pasie oraz ton głosu pozwalały przypuszczać, że jest w tym miejscu najwyższy u władzy. Widząc upadek nieznajomego przybysza zmierzył go chwilę wzrokiem i podbiegł ku niemu. Przywódca po podejściu wystarczająco blisko przyjrzał się leżącemu dokładniej: był to młodzieniec co najwyżej osiemnastoletni, przeciętego wzrostu i postury, z utrzymanymi w nieładzie blond włosami. Prawdopodobnie nie będąc tak poturbowanym mógłby zostać uznany za przystojnego.
Przywódca pochylił się nad leżącym chłopakiem i podał mu rękę.
– Wstań. – Zakomendorował spokojnie lecz dobitnie. Młodzieniec spróbował się podnieść, jednak było to ponad jego siły. Uniósł się nieznacznie i ponownie legł plackiem na ziemię.
– Widzicie co z nim?! – krzyknął na pracujących przy budowie robotników, którzy z zaciekawieniem przypatrywali się całej sytuacji niezbyt przekonująco udając jednocześnie, że pochłonięci są pracą. – Zanieście go migiem do mojego domu! Po ostatniej udanej wyprawie przeciw tym idiotom nie musimy już oszczędzać każdej kruszyny chleba. Później zajmę się nim osobiście!
Dwaj robotnicy podeszli i biorąc wyczerpanego młodzieńca na swoje ramiona donieśli go, teraz już nieprzytomnego, do dużego domu stojącego frontem w stronę placu głównego. Za nimi szedł przywódca i wydając kilka krótkich nakazów sprawił, że robotnicy po wejściu do jego domu ułożyli wyczerpanego chłopaka na łożu w sypialni i momentalnie opuścili dom, przy czym jeden wrócił do swej poprzedniej pracy a drugi popędził zawołać medyka. Młodzieniec i przywódca zostali sami. Przywódca zdjął płaszcz i odrzucił go na krzesło, później zdjął kolczugę tak, że pozostał w samej skórzanej koszuli i spodniach. Siadł na pustym krześle i zamyślił się chowając twarz w dłonie. Z zamyślenia wyrwało go przybycie medyka. Przywódca siedział spokojnie, gdy medyk zajmował się oglądaniem i opatrywaniem drobnych ran. Znachor podał następnie jakieś zioła, z których wywar powinien pić młodzieniec, zalecił mu dużo odpoczynku oraz zapowiedział kolejną wizytę wieczorem. Następnie pożegnał się i wyszedł. Znowu zostali sami. Przywódca ponownie uciekł myślami gdzieś daleko czekając nad łóżkiem chłopaka aż ten się obudzi. Nastąpiło to po kilku godzinach, gdy za oknem środek dnia zmienił się już w późne popołudnie.
– Co się dzie…je? Gdzie ja jestem?
– Spokojnie, nie powinieneś się na razie ruszać ani za dużo mówić. Jesteś tu bezpieczny. Jestem Ronner, Marszałek Rady Milna i Generał Armii. A ty? Jak masz na imię?
– K…Kirin.
– Masz szczęście, że w ogóle przeżyłeś. Jesteś bardzo wyczerpany i powinieneś odpoczywać. Dobrze, że cię zauważyłem, bo ci głupi mieszczanie nawet nie zwrócili na ciebie uwagi.
– Co teraz będzie?
– Na razie musisz wyzdrowieć i nabrać sił. Na pewno nic nie pamiętasz?
– Jedyne co odnajduję w pamięci to jakaś czerwień i uderzenie w głowę. Poza tym pustka…
– W naszej okolicy nie istnieje obecnie żadna inna osada. Nie mam pojęcia, skąd mogłeś do nas przybyć. Ale to nic. Zajmę się tobą. Nie będzie ci u nas źle.

Rozdział 1

Minęły trzy lata. Kirin wyzdrowiał i zdobywając wiedzę przekazywaną mu przez Ronnera rósł w siłę. Nauczył się od swojego mistrza całkiem nieźle władać mieczem, wzbudzać zaufanie w podległych mu ludziach tak, by bez oporów wykonywali jego nakazy, poznał arkana taktyki wojskowej i strategii działania, by miasto miało z każdej jego decyzji jak największy pożytek. Osobiście przewodził kilku karawanom handlowym, które umożliwiały zdobycie dla miasta niedostępnych w pobliżu towarów i w trakcie napadu bandytów na jedną z nich wsławił się odwagą i poświęceniem, gdy z pierwszej linii dowodził podkomendnymi w zwycięskiej walce z napastnikami. Został przez mieszkańców w Milnie przywitany jako bohater, lecz w prywatnej rozmowie z Ronnerem ten solidnie go zrugał mówiąc: „Jesteś młody i głupi! Nie należy być odważnym, wystarczy sprawiać wrażenie, że jest się takim by zyskać poparcie mieszczan, a twoja nieopatrzna śmierć może nieść za sobą opłakane skutki. Jesteś moją jedyną pociechą i jeśli zginiesz, to stracę wszystko na co tyle lat pracowałem, choć ostatnio postarałem się, by zmniejszyć to ryzyko.” Milno szybko rozwijało się i stało się znacznym ośrodkiem miejskim. Jesiennego popołudnia, gdy Kirin prowadził inspekcję wśród strażników stojących na rogatkach otrzymał przez gońca wiadomość od mistrza. Przerwał swoje zajęcie i poszedł do domu Ronnera. Tam czekał on na niego ubrany w swą kolczugę z narzuconym na nią płaszczem i obnażonym mieczem w dłoni. Wyglądał niemal tak, jak wtedy, gdy zobaczył go po raz pierwszy. Widząc, że Kirin wchodzi nakazał mu zamknąć drzwi na rygiel i stanąć przed jego obliczem. Kirin wykonał posłusznie jego rozkaz a ten zaczął mówić:
– Umiesz już bardzo wiele, jednak nie wiesz jeszcze najważniejszego, ponieważ nie chciałem przekazywać ci całej mojej wiedzy nim stałem się pewien twojego postępowania. Dam ci teraz możliwość dowiedzenia się jakich metod NAPRAWDĘ powinieneś używać, na jakie niebezpieczeństwa o których obecnie nie masz zielonego pojęcia uważać a także co zrobić, by być prawdziwie wielkim i potężnym. Musisz wyrzec się wszystkiego i być mi posłusznym, a zajdziesz wysoko. Jeśli się na to zdecydujesz to nie będziesz mógł już zawrócić z raz wybranej ścieżki. Jeśli odmówisz to dam ci wszystko, czego będziesz potrzebował w długiej wędrówce i opuścisz to miasto na zawsze. Jaka jest twoja decyzja?
– Zrobię wszystko, co rozkażesz. – w głosie Kirina nie było ani krzty wahania.
– Dobrze. A teraz: Kirinie, padnij przede mną na kolana. – zakomendorował. Kirin klęknął przed Ronnerem a ten zaczął mówić kładąc mu jednocześnie rękę na głowie:
– Wybierasz ścieżkę władzy i potęgi. Ja, Dan Mazog, czynię cię od teraz moim uczniem. Powstań, Dan Marviusie. Noś to imię godnie a moją naukę traktuj z należnym szacunkiem. Nigdy nie kwestionuj moich rozkazów. Od teraz jesteś moim następcą i przekażę ci całą posiadaną przeze mnie wiedzę. Gdy będziesz gotów rozpoczniemy działania, które sprawią, że będziesz miał co po mnie odziedziczyć, gdy moje dni przeminą. Masz w sobie wielki potencjał.
– Tak, mistrzu Dan Mazogu.
– Nigdy nie ufaj innym ludziom. Wszyscy są egoistami. Jeśli myślisz, że ktoś pomógł ci kiedykolwiek bezinteresownie to wiedz, że na pewno zrobił to licząc na osobistą korzyść. Każde słowo wypowiedziane przez innego człowieka przyjmuj jako prawdopodobne kłamstwo i nie sugeruj się nim. Zaufanie możesz mieć tylko do ludzi, których losy są całkowicie zależne od ciebie. Uważaj jednakże, gdyż materialista, którego finansujesz może zostać przez kogoś łatwo przekupiony. Idealista może zostać przekonany do czyichś racji. Możesz ufać tylko mnie. Teraz możesz wrócić do swojego domu, jutro rozpocznę prawdziwą naukę.
Od tego dnia niemal codziennie Kirin-Dan Marvius przybywał do domu Ronnera-Dan Mazoga by pobierać od niego nauki. Nauczył się zarówno podporządkowywać sobie innych słabych ludzi, unikać pułapek i samemu je zastawiać, przy pomocy połączenia kłamstw i prawdy prowadzić skuteczną dyplomację, na przykładzie władców historycznych (między innymi nauczyciela Dan Mazoga i jego mistrza, i mistrza jego mistrza…) oraz rozważań teoretycznych sprawnie rozprawiać się z wrogami zewnętrznymi oraz opozycją dbając przy tym wśród zwykłych ludzi o własny wizerunek człowieka sprawiedliwego, rozsądnego i zdecydowanego. Nauczył się także znakomicie władać mieczem, tak, że niewielu żołnierzy i strażników mogło mu dorównać, bo jak to powiedział Ronner: „Mimo posiadania straży i sieci hojnie opłacanych informatorów i tak zawsze trzeba liczyć przede wszystkim na siebie”. Kirin słuchał tych nauk uważnie, choć wydawały mu się być czysto teoretyczne i nie związane z rzeczywistością. W końcu Ronner jest dobrym władcą, zupełnie innym od tych, których opisuje podczas swych lekcji. W końcu częstotliwość tych dziwnych lekcji zaczęła spadać i Kirin miał więcej wolnego czasu, z którym nie wiedział co zrobić. Ronner zaczął gdzieś zniknać na całe dnie nie informując o celu tych tajemniczych wypraw swego ucznia, co wybitnie się Kirinowi nie podobało. —
W tym czasie działo się także sporo w Milnie. Dziesięcioosobowa rada zdawała się przestać spełniać swoje zadania głównego organu sprawującego władzę. Jeden z radnych został przyłapany na przyjęciu łapówki w zamian za nielegalne wydanie prawa do budowy magazynu przy głównym placu miasta. Dowódca straży Pabius poinformował o tym marszałka rady Ronnera podczas jednej z sesji rady miasta. Ronner tak zdenerwował się tą informacją, że podszedł do winnego radnego i wyrzucił go przez okno w pierwszego piętra, czym zyskał duże uznanie wśród mieszkańców miasta (głównie niezamożnych rolników i rzemieślników). „Zgadnij kto poprosił tego głupiego radnego o możliwość nagięcia prawa w zamian za pieniądze.” – rzekł Ronner podczas najbliższej lekcji Kirinowi mrugając znacząco. Radny przeżył upadek z połamanymi kilkoma kośćmi, ale stracił swoje stanowisko. Na kilka tygodni wszystko ucichło, lecz kolejnym niepokojącym wydarzeniem była śmierć innego radnego, który zginął zabity przez nakrytych na gorącym uczynku rabiusiów. Straż zaalarmowana krzykiem mordowanego szybko otoczyła dom i po krótkiej walce zabiła wszystkich trzech przestępców za co dowódca straży został odznaczony przez Ronnera. Przez te ostatnie wydarzenia rada zaczęłą się sypać. Mimo, iż ci bandyci byli zwykłymi rabusiami to w mieście rozniosły się plotki, że śmierć radnego, który zdecydowanie popierał centralizację władzy nie była przypadkowa.
Z powodu braku dwóch kandydatów do zasiadania w radzie jeden z jej członków znany od lat ze swojej strachliwości wystąpił o jej rozwiązanie. Marszałek zapowiedział, że rozpocznie głosowanie w tej sprawie jeśli przez kolejne dwa tygodnie nie znajdzie się przynajmniej jedna osoba do zajęcia któregoś z wolnych miejsc. Wtedy na nieoficjalny rozkaz Ronnera zgłosił się Kirin, który został zaakceptowany przez niemal wszystkich radnych a także przyjęty wiwatami przez mieszkańców Milna.
Wszystko rozwijało się zgodnie z planem Ronnera.
Gdy podczas bójki w karczmie dwóch radnych zostało ciężko ranionych przez pijanych najemników ochraniających obcą karawanę handlową marszałek nie miał innego wyjścia. Winni najemnicy zostali skazani na wieloletnie więzienie, karawana wypędzona i ograbiona przez tłum (co ze względu na nienajlepsze stosunki z jej miastem macierzystym mogło nawet grozić wojną) a marszałek przeprowadził głosowanie dotyczące rozwiązania rady miasta. Zgoda była niemal jednogłośna: pięć głosów za, jedynymi który głosowali przeciwko byli Kirin i Ronner. Było to więcej niż wymagane dwie trzecie.
Brak jakiejkolwiek władzy chciał wykorzystać przywódca gildii kupieckiej wychodząc z propozycją, aby rządy sprawowali przedstawiciele poszczególnych gildii i cechów. Ronner jednak uprzedził go i zdecydował ogłosić się jedynym władcą Milna. Obiecał pewną ręką opanować chaos spowodowany ostatnimi wydarzeniami i zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo. Przy okazji wytknął przywódcy gildii kupieckiej chęć wprowadzenia nieskutecznego systemu łudząco podobnego do rady, w którym odpowiedzialność za wszelkie błędy rozmywa się pomiędzy wiele osób. Tłum wiwatami powitał zakończenie jego żywiołowego przemówienia i zdecydowanie wybrał na nowego nowego przywódcę licząc, że władza jednego człowieka będzie znacznie stabilniejsza i prostsza do rozliczenia z wszelkich obietnic.
Ronner nie czując potrzeby uskromniania się ogłosił Milno stolicą przyszłego imperium a sobie nadał tytuł imperatora. Przez kilka dni zmodyfikował kilka wyraźnych niedoróbek w systemie działania urzędów i straży miejskiej (nikt już nie pamiętał, że to on sam wcześniej wprowadził je gdy był jeszcze marszałkiem rady) czym utwierdził ludzi w przekonaniu, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Po zrobieniu tego mógł przejść do wykonania drugiej części planu, która miała zabezpieczyć posiadaną władzę.
Ronner nakazał stawić się Kirinowi w jego domu wieczorem. Miał wziąć ze sobą ciemny płaszcz z kapturem i miecz. Gdy słońce zaczęło znikać za horyzontem przybył odpowiednio wyekwipowany w wyznaczone miejsce. Ronner czekał już na niego w swoim domostwie i przywitał słowami:
– Jesteś gotów na małe mordobicie?
Kirin był zdziowiony:
– Jak to? Idziemy kogoś aresztować?
– Raczej… wyeliminować.
– Przecież nie można karać ludzi bez sądu? To niezgodne z naszym prawem? – wypowiedział coś pomiędzy naiwnym stwierdzeniem a pytaniem.
– Więc przez tyle lat niczego cię nie nauczyłem? Wiesz co jest niezgodne z prawem?! Te wszystkie kłótnie, bierność i nieumiejętność. Najpierw Milno było podporządkowane Rovenii, później ich supremacja stała się tylko wspomnieniem. Ich miasto przestało istnieć a dzięki komu?! TYLKO DZIĘKI MNIE I MOIM UMIEJĘTNOŚCIOM! Przez tyle lat rada spowalniała wprowadzanie wszystkich śmiałych pomysłów jakie proponowałem. Teraz, gdy i rada przestała być jakąkolwiek przeszkodą do sprawowania przeze mnie władzy na pożytek Milna dowiedziałem się o spisku! Wyobrażasz to sobie?! Chcą mi odebrać coś, na co tyle lat pracowałem! A kto? Głupia gildia kupiecka i kilku zbuntowanych strażników! Ci spiskowcy muszą zginąć, a ty i Dan Zudun mi w tym pomożecie!
– Tak, mój mistrzu. Ale… kim jest Dan Zudun?
– Od prawie roku szkolę drugiego ucznia. Właśnie dziś będzie mi potrzebna pomoc obydwu w was i będziecie mi się mogli dobrze przysłużyć. Gdy będę już stary i niezdolny do działania władzę przekażę tobie, a Dan Zudun będzie mógł wtedy zostać twoją prawą ręką i będzie nieocenioną pomocą przy trzymaniu niewygodnych ludzi w ryzach. Razem będziecie mogli mieć bezpośrednią władzę nad imperium, a przy tym osiągniecie dużo większą skuteczność i szybkość działania niż mogłaby mieć rada nawet gdyby nie zasiadali w niej chciwi wiecznie niezdecydowani tchórze.
– Kim jest Dan Zudun? – ponownie zapytał Kirin.
– Dowiesz się później, teraz nie ma czasu na gadanie. Naszym celem jest odwiedzenie niejakiego Avroda, co do którego mamy pewność, że należy do spisku. Wyciągniemy od niego w ten czy inny sposób informacje z kim współpracuje a następnie wyeliminujemy, by nie był dłużej zagrożeniem. Pewnie nie obędzie się bez problemów, ponieważ Avrod choć jest niemłodym już kupcem to w młodości służył jako żołnierz najemny i z pewnością doskonale posługuje się bronią.
– Ależ, mistrzu, wezwijmy straże. Jak we dwóch zdołamy zaaresztować tak groźnego przestępcę?
– Słuchasz w ogóle co do ciebie mówię, Dan Marviusie? Wiem, że część straży jest zamieszana w spisek, nie możemy ryzykować ucieczki naszego jedynego pewnego tropu. Poza tym nie sądzę, by Avrod dobrowolnie oddał się w nasze ręce. Gdy tam dotrzemy pamiętaj o wszystkim, czego cię nauczyłem. – Dan Mazog mówiąc to zarzucił kaptur na głowę i schował miecz pod płaszczem. Dan Marvius zrobił to samo i obaj ruszyli ciemnymi uliczkami do mieszkania owego mężczyzny. Szli bez pośpiechu nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Zresztą na ulicach nie mijali niemal nikogo, ponieważ zaczął padać lodowaty deszcz, który zmniejszał widoczność i przyprawiał maszerujących mężczyzn o dreszcze. Nie było to daleko. Choć kupiec zajmował mieszkanie poza ścisłym centrum, mniej więcej w połowie długości jednej z wielu ulic wychodzących z rynku to przemokli do suchej nitki. W końcu zatrzymali się przy drzwiach wejściowych. Dan Marvius stał pół kroku za Dan Mazogiem gdy ten bez pukania otworzył drzwi jednym silnym uderzeniem ramienia. Weszli do czegoś w rodzaju gabinetu, gdzie naprzeciwko nich siedział na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna z krótkimi siwymi włosami na głowie oraz równie krótką, starannie utrzymaną brodą. Siedział za biurkiem zwróconym przodem do nich w ten sposób, że nieomal można było sobie pomyśleć, że właśnie ich oczekiwał. Dan Mazog wszedł zdejmując ociekający wodą kaptur. Za nim podobnie postąpił Dan Mavrius zamykając dodatkowo drzwi wejściowe. Grymas twarzy Avroda sprawiał wrażenie, że wie on dokładnie o celu wizyty dwóch mężczyzn. Zaczął mówić niedbale celowo przesyconym słodyczą głosem:
– Kogóż my tu mamy? Witam w moich skromnych progach. Proszę, co was do mnie sprowadza?
– Daruj sobie te głupie gierki – zaczął Dan Mazog – wiemy o twoim udziale w spisku, który miał na celu pozbawienie mnie władzy i życia.
– No, proszę, proszę. Któż dostarczył wam takie informacje? Może jakiś twój dobry znajomy?
– To koniec. Daj się nam teraz związać i odprowadzić do siedziby straży, a jeśli okażesz się pomocny to zostaniesz potraktowany łaskawie. – wtrącił się Kirin. Avrod zaśmiał się i odrzekł dalej używając ironicznie przesłodzonego głosu:
– No proszę. A co jeśli nie zechcę pójść z wami po dobroci?
– Użyjemy siły. – powiedział zdecydowanie Kirin.
– No proszę, Dan Mazog wyuczył się hardości, której i tak nie powinno ci brakować ze względu na to kim jesteś. – to mówiąc powoli powstał. Dan Mazog i Dan Marvius zrzucili swoje płaszcze, by nie krępowały one ich ruchów i spokojnie wyciągnęli swe miecze.
Dalsze wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Avrod sięgnął po dotychczas schowany miecz i skoczył na biurko, a później wybijając się z niego skoczył w stronę dwóch przeciwników z niebywałą jak na jego wiek szybkością. Jednocześnie z całej siły ciął znad głowy w Dan Mazoga. Ten nieco zaskoczony ledwo odbił pierwszy cios i już został zmuszony do blokowania kolejnego. Dan Marvius spróbował pchnąć Avroda na wysokości piersi, lecz ten błyskawicznie schylił się nie przerywając nawet natarcia i ciął płasko na wysokości kolan Dan Mazgoga. Ronner musiał odskoczyć, przez co stracił równowagę i na chwilę wyłączył się z walki.
Avrod wykorzystał ten moment robiąc piruet tnąc przy tym z całej siły od prawej w Kirina. Dan Marvius odbił miecz w górę i sam spróbował uderzyć z góry, lecz Avrod ruszając się nieznacznie na bok spowodował, że miecz Kirina trafił w próżnię. Dan Marvius wiedział o czekającym go ciosie z góry i rzucił się do tyłu upuszczając miecz. Avrod zaśmiał się szyderczo odwracając się spowrotem do Dan Mazoga, który właśnie pozbierał się po chwilowej niedyspozycji i próbował zaskoczyć przeciwnika słabym cięciem od dołu.
– Gdzie cię czegoś takiego uczyli?! – krzyknął Avrod z łatwością odpychając miecz Dan Mazoga.
– To jeszcze nie wszystko co umiem! – odwarknął Dan Mazog odskakując po raz drugi. Momentalnie wrócił do ofensywy zadając Avrodowi podczas natarcia grad szybkich ciosów, które kupiec z łatwością zablokował, lecz zmuszony został by cofnąć się o kilka kroków. To dało czas na podniesienie broni Dan Marviusowi, który powrócił już pomagać swojemu mistrzowi. Pojedynek toczył się teraz tuż przed biurkiem, za którym na początku rozmowy siedział Avrod. Dan Mazog i Dan Marvius stale nacierali, a Avrod jakby od niechcenia odbijał ciosy obu przeciwników od czasu do czasu wyprowadzając pojedyncze kontruderzenie. Dan Mazog postanowił zakończyć walkę jednym niespodziewanie silnym uderzeniem. Walnął z całej siły znad głowy, by mieć pewność, że Avrod nie zdoła powstrzymać tego ciosu… Ten jednak zablokował go odskakując jednocześnie nieco dalej od Dan Marviusa, by być na chwilę poza zasięgiem jego razów. Na sekundę czy dwie miecz Avroda i Dan Mazoga zetknęły się tak jakby nie mogły się rozdzielić, a ich właściciele próbowali przezwyciężyć siłę przeciwnika. Dan Mazog zdawał się powoli zyskiwać przewagę i odpychać miecz swego wroga, lecz był to tylko sprytny wybieg. Jego przeciwnik uśmiechnął się i opierając o biurko zasadził Dan Mazogowi solidnego kopniaka w brzuch. Ronner z wrzaskiem poleciał w tył i legł w bezruchu pod ścianą boczną.
– Widzisz, Kirinie? Twój mistrz ma już dość. Teraz pozwól, że skończę z tobą. – rzekł wyprowadzając skomplikowaną serię ciosów przeciwko Dan Mavriusowi. Ten nie myślał już o ataku. Z trudem powstrzymywał kolejne ciosy sypiące się na niego jak błyskawice. Różnica w umiejętnościach między nim a przeciwnikiem była miażdżąca. Marvius został nawet lekko draśnięty w ramię, lecz nie stracił koncentracji ani na chwilę. Wiedział, że Avrod jest dużo starszy, więc powinien szybciej się zmęczyć, co daje jedyną szansę na wygraną. Jednocześnie kątem oka raz za razem zerkał, czy Dan Mazog nie powstanie, by mu pomóc. Sam Ronner próbował dwa razy podnieść się na rękach, lecz jego próby zakończyły się klęską i dwukrotnie padał jak kłoda na ziemi. Avrod nie odwracał się w stronę leżącego z boku Dan Mazoga, ale chyba też to zauważył, bo postanowił jak najszybciej wyeliminować Dan Marviusa. Ich miecze zderzyły się w połowie odległości między nimi i tak pozostały. Kirin mógł słyszeć przyspieszony oddech swojego wroga. Avrod przyciskał mocno, lecz Kirin poczuł, że ma jeszcze rezerwę sił. Obydwaj chwycili swoje miecze oburącz napierając na nie z całej siły.
Dan Marvius zauważył, że Dan Mazog nie mogąc wstać chwyta swój miecz i wymownie wskazuje go. Wiedział, co jego mistrz chce zrobić. Nieco osłabił moc swego chwytu tak by wyglądało to że traci siły. Następnie momentalnie odskoczył cofając swój miecz. Avrod bez problemu opanował swój miecz i zadał szybki cios znad głowy. Jednocześnie Dan Mazog rzucił swój miecz w stronę Kirina. Kirin zablokował cios Avroda. Chwycił jednocześnie drugą ręką lecący doń miecz i ciął nim kupca w prawy nadgarstek. Avrod wrzasnął przeraźliwie. Jego miecz z brzękiem upadł na podłogę trzymany wciąż przez odciętą prawą dłoń.
Dan Marvius stanął przed bezbronnym Avrodem ze skrzyżowanymi mieczami. Ten padł na kolana błagając o litość:
– Dobrze, już dobrze, zabierzcie mnie do straży. Powiem wszystko! Rozumiecie?! Wszystko! Zdradzę wszystkich współpracowników, Kirinie! Powiem ci… błagam… Ten spisek! Darujcie mi życie a powiem wam o nim co tylko wiem! To jest dużo poważniejsza sprawa niż się wam wydaje… Nie rób mi krzywdy, mogę powiedzieć ci wiele o tobie. Znam twoją przeszłość! Rozu…
– Zabij go! – krzyknał Dan Mazog do ucznia.
– Nie słyszysz co mówi? Przyda się nam! – odpowiedział Dan Marvius.
– Kłamie, bo chce ratować życie. Wiem o spisku dostateczne dużo. – odrzekł mistrz.
– Mylisz się, Dan Marviusie, moje informacje mogą uratować twego mistrza, daj mi się ostrzec! – skomlał Avrod.
– Zabij go! – powtórzył Dan Mazog.
W głowie Kirina myśli przebiegały z prędkością błyskawicy. „Zabić bezbronnego człowieka?”, „Wie coś o mnie”, „Muszę być posłuszny mistrzowi”, „Mistrz nie zawsze musi mieć rację”, „Nie wiemy wszystkiego o spisku”, „Muszę być posłuszny mistrzowi”. W końcu wypuścił z ręki jeden miecz. Upadł on z brzękiem na ziemię. Avrod nieznacznie się uśmiechnął czując, że jest bezpieczny. Dan Marvius chwycił mocniej drugi miecz, zamachnął się i ciął nim poziomo w szyję Avroda. Łagodnie uśmiechnięta głowa kupca potoczyła się po gabinecie a bezgłowy korpus upadł do przodu zalewając pogłogę krwią.
Dan Marvius odskoczył i schował dwój miecz do pochwy. Następnie podszedł do Dan Mazoga i podał mu rękę. Ten z jego pomocą wstał i spojrzał na martwego wroga z wyraźnie odmalowanym na twarzy zadowoleniem.
– No, nie żyje. Dobra robota, mój uczniu. Teraz musimy przeszukać jego dom, może trafimy na jakieś interesujące informacje.
– Ale… mistrzu…
– Tak?
– Nie sądzisz, że on mówił prawdę? Wiedział coś o mnie…
– Nie trudź się rozmyślaniami na ten temat. Wiedział, że sam nie znasz swojej przyszłości więc uznał takie kłamstwo za najlepszy sposób by odwieść cię od wykonania rozkazu. Nie dałeś mu się omamić. Moje nauki nie poszły na marne, ale walcząc z nim zobaczyłeś, że jeszcze wiele przed tobą. Czuję jednak, że będziesz kiedyś znacznie potężniejszy ode mnie. A co do spisku… Wiem doskonale o czymś, o czym on nie ma pojęcia. Mam w straży Dan Zuduna, najbardziej zaufanego zaraz po tobie sojusznika. Kontroluję całą sytuację, więc się nie przejmuj. A teraz do roboty. – to mówiąc podszedł do biurka i zaczął przerzucać zawartość znajdującej się w nim szuflady. Kirin zabrał się za przeszukiwanie biblioteczki stojącej z tyłu. Praca szła im szybko. Już po kilkunastu minutach znaleźli podarty list. Chwila pracy pozwoliła poskładać większość szęści w logiczną całość. Z listu wynikało, że Avrod działał z polecenia niejakiego Bernana i ma poparcie niemal całego zarządu gildii kupców. Wyglądało na to, że jest szansa na szybkie zażegnanie niebezpieczeństwa.
– Znakomicie, mój uczniu. Wiem gdzie mieszka Bernan. To dość bogaty człowiek, który wyjechał z naszego miasta na kilkanaście lat a później wrócił tutaj z ogromną fortuną. Nikt, nawet ja, nie wie skąd ma te pieniądze i co przez te lata robił. Chęć przejęcia władzy nawet by do niego pasowała, o ile można powiedzieć cokolwiek o tak skrytym człowieku. Wygląda na osobę sprytną i waleczną, więc pójdę po niego z Dan Zudunem. Ty natomiast masz inne zadanie: pójdziesz do siedziby gildii kupców i pozbędziesz się wszystkich, których znajdziesz w środku. Całe szęście, że moi informatorzy powiedzieli mi o planowanym na dzisiejszą noc nadzwyczajnym spotkaniu zarządu gildii. Nie powinni się niczego spodziewać, więc wszystko powinno pójść gładko.
– Z listu wynika, że nie wszyscy zwrócili się przeciw nam. Co, jeśli omyłkowo zabiję kogoś kto nam sprzyja?
– Takie straty są do zaakceptowania. Najważniejsze jest zlikwidowanie ludzi wrogich nam.
– Wolałbym iść z tobą po Bernana, mistrzu. Chcę mieć pewność, że nic złego się nie przytrafi.
– To co ty chcesz nie ma najmniejszego znaczenia. Pójdziesz do siedziby gildii i zrobisz z nimi porządek. My poradzimy sobie z tym spiskowcem bez twojego wsparcia. Zrozumiano?
– Tak, mistrzu.
Kirin wyszedł z budynku naciągając na głowę kaptur. Deszcz nadal lał jak z cebra. Zatopiony w myślach niemal bezwiednie przeszedł przez rynek miasta i skierował się do wychodzącej zeń ulicy, przy której mieściła się siedziba gildii. Miał wątpliwości czy postępuje słusznie. Nie kwestionował celowości działań, lecz obawiał się, że po rozdzieleniu może stać się mistrzowi coś złego a jest od niego całkowicie zależny.
Już po kilku minutach stanął przed okazałymi drzwiami opatrzonymi szyldem „Główna Siedziba Gildii Kupców Miasta Milna”. Sprawdził czy miecz łatwo wychodzi z pochwy i pchnął drzwi.

Wkroczył do środka. Przed nim rozciągał się szeroki korytarz wzdłuż którego znajdowały się kolejne pary drzwi. Naprzeciwko wejścia widział największe wrota z ciemnobrązowego drewna. Poza tym w pomieszczeniu nie zauważył nikogo. Ruszył korytarzem zmierzając wprost do drzwi przed sobą.
– Muszą być wyjątkowo naiwni, skoro nie pozostawili przy wejściu choćby odźwiernego. – powiedział pod nosem.
Gdy dotarł do drzwi otwarł je zdecydowanym pchnięciem. Jego oczom ukazała się sporych rozmiarów sala. W centralnej części ustawiony był długi stół przy którym na krzesłach siedziało około dwudziestu eleganckich mężczyzn, w większości co najmniej po pięćdziesiątce. Wszystkie krzesła były zajęte po czym można było wnosić, że narada dotyczyła spraw ważnych. Po obu stronach drzwi ustawione były kamienne posągi jakichś bliżej niezidentyfikowanych postaci. W całym pomieszczeniu panował zaduch z powodu niskiego stropu i braku okien. Nie było także żadnych więcej drzwi wyjściowych. Kirin zamknął za sobą wrota. Dopiero po kilkunastu sekundach kilku ludzi zauważyło, że ktoś wszedł.
– Masz dla nas jakąś wiadomość? – zapytał jeden z nich sądząc prawdopodobnie, że zakapturzony mężczyzna jest gońcem niosącym ważną informację. Dan Marvius bez słowa podszedł do jednego z pomników, naparł na niego z całej siły i wywrócił na bok tak, że zablokował on drzwi. Wtedy rzekł:
– Tam, mam dla was wiadomość od Dan Mazoga. – Kupcy spojrzeli na siebie zdezorientowani. Kirin wyciągnął miecz i rzucił się na najbliższego z nich. Jednym cięciem rozpłatał go niemalże na pół. Krew bryzgnęła na wszystkie strony, a Kirin już doskoczył do kolejnego z nich. Następnie kolejnego i jeszcze następnego. Trzech kupców rzuciło się na niego z pięściami i tym co mieli pod ręką: srebrnymi pucharami i krzesłami. Dan Marvius przeciął krzesło a następnie dzierżącego go tłuściocha. Równie szybko skończył z pozostałymi dwoma. Dwóch ludzi wykorzystało ten moment i podbiegło do drzwi. Kolejnych dwóch schowało się pod stół. Ci przy drzwiach pociągnęli za klamkę, lecz drzwi zablokowane przez wywrócony posąg ani drgnęły. Spróbowali we dwóch odepchnąć statuę, lecz Kirin nie pozostawił ich samych sobie. Podszedł spokojnie i kilkoma cięciami miecza zmienił ich w pokrwawione drgające kawały mięsa. Następnie spojrzał pod stół i pchnął pod niego kilka razy mieczem. Dochodzące stamtąd kwiki upewniły go, że schowani pod blatem nie żyją. Spokojnie podszedł do grupki pięciu ocalałych, którzy ścisnęli się w kącie naiwnie wierząc, że tam będą bezpieczniejsi. W zasadzie mieli rację, bo dało im to kilkanaście sekund życia więcej. Stojący na przedzie widząc zbliżającego się egzekutora zaczął mówić łamiącym się głosem:
– My… Podda…jemy się… Zrobimy co chcesz! Nie chcieliśmy… Możemy współpracować. Bła… – nie dokończył, ponieważ Kirin zatopił ostrze w jego piersiach. Wyciągnął z niego miecz a raniony osunął się na podłogę brocząc krwią. Kilka błyskawicznych cięć sprawiło, że pozostali dołączyli do niego. Dan Mavius rozejrzał się po pomieszczeniu upewniając się, że wszyscy nie żyją. Schował miecz, podszedł do drzwi i odepchnął leżące na posągu resztki ciał kupców a następnie samą statuę. Otworzył drzwi i spokojnie wyszedł korytarzem na zewnątrz. Nikt go nie zatrzymywał. Wyglądało na to, że w budynku nie ma poza nim ani żywej duszy.
Wychodząc z powrotem na deszcz wzdrygnął się. Wykonał zadanie bez zarzutu, lecz gdy deszcz ostudził trochę emocje powróciła obawa o powodzenie całej akcji. Nie znał Dan Zuduna i podświadomie nie ufał mu. Nie ufał zresztą nikomu poza mistrzem.
– Co jeśli ten Dan Zudun nie potrafi walczyć i Dan Mazog zginie? – pomyślał z obawą.
Miał zamiar pójść do siedziby straży miejskiej a następnie ze wsparciem gwardzistów ruszyć do Bernana.
– Akcja miała się odbyć w całkowitej tajemnicy, ale bardziej boję się niepowodzenia niż problemów związanych z jej ujawnieniem. – pomyślał idąc w stronę rynku.
Po kilku minutach był pod budynkiem straży. Już miał wejść do środka gdy usłyszał ze środka jakiś krzyk i doniosły głos:
– Nic nie mogłem zrobić. Raczej nie inaczej. Nie mogłem pomóc Ronnerowi. – słysząc głos zza drzwi Kirin zrezygnował z zamiaru otwarcia ich.
– Jak to, kapitanie, co się stało? Ronner nie żyje?!
– Zmarł na moich rękach. Sam zostałem ranny podczas walki, a Bernan uciekł, ale dorwiemy go. Trzeba odnaleźć Kirina, może być w niebezpieczeństwie. Czekajcie na mnie. Opatrzę ranę i poprowadzę was. Poza tym trzeba posłać gońców by zamknęli wszystkie wyjścia z miasta.
– Tak jest, kapitanie.
Kirin czuł, jakby grunt usunął mu się spod stóp. Poczuł, że najważniejsze to nie pozwolić, aby strażnicy zapewnili mu bezpieczeństwo. Odsunął się od drzwi i puścił się pędem w stronę ulicy prowadzącej do domu Avroda i dalej Bernana. Minął dom zabitego spiskowca. Chwilę później dotarł do okazałego domu Bernana. Wszedł do środka z hukiem otwierając drzwi. Nie wierzył, że Dan Mazog mógł zginąć. Rozejrzał się po sali wejściowej i zajrzał do dwóch niewielkich pomieszczeń po bokach. Nie zauważył tam niczego ciekawego, więc szerokimi ulokowanymi centralnie schodami ruszył na piętro. Gdy dotarł już na górę zobaczył przed sobą dwuskrzydłowe bogato zdobione drzwi i coś leżące tuż przed nimi. Podszedł bliżej i rozpoznał ciało.
Na podłodze w kałuży zaschniętej krwi leżał Dan Mazog.
Kirin klęknął przy nim licząc, że mistrz jest tylko nieprzytomny. Dotknął ręką wychłodzonej już twarzy upewniając się w strasznej obserwacji, że Ronner został rzeczywiście zabity. Odwrócił wzrok od twarzy zmarłego i w nikłym blasku księżyca wpadającym przez obszerne okna zobaczył jakiś napis tuż obok prawej dłoni Dan Mazoga. Litery napisane jego własną krwią układały się w napis: „ZDRADA P”. Wyglądało na to, że istniała dalsza część napisu, lecz została zamazana przez krew wydobywającą się się z rany.
– Ten kapitan straży mówił, że mistrz zmarł na jego rękach. W takim wypadku nie miałby potrzeby pisać krwią ani słowa. A już na pewno słowa „ZDRADA”. – szepnął do siebie.
Spojrzał na obrażenia: częściowo odcięta szyja i uszkodzona tętnica niemal natychmiast spowodowała wykrwawienie, ale była jeszcze jedna rana: dziura w brzuchu. Już po powierzchownym spojrzeniu na nią można było mieć pewność, że pchnięcie mieczem zostało zadane w plecy. Prawdopodobnie ten cios został zadany jako pierwszy, a uderzenie w szyję miało dobić rannego.
– Któż podczas walki z jednym wrogiem daje się zranić w plecy? – pomyślał i wszystko było już dla niego jasne. Powstał, zamazał butem krwawy napis i rzucił się biegiem do wyjścia. Po opusczeniu budynku nie zatrzymał się ani na moment i pomknął w kierunku przeciwnym do rynku. Chcąc uciec musiał zdążyć przed gońcem niosącym rozkaz o zakazie opuszczania miasta. Czuł, jakby miał zaraz wypluć płuca, lecz nie ustawał ani na chwilę. Już po chwili dotarł do rogatek. W posterunku jak zwykle przysypiał wartownik. Dan Marvius niezatrzymywany przez nikogo opuścił miasto.
– Zdrajca, Dan Zudun, zabił Dan Mazoga! Należy mu się za to śmierć, ale to ja jestem zwierzyną. On ma pod kontrolą straż i choć zwykli strażnicy nie mają o niczym pojęcia to po zatrzymaniu „dla bezpieczeństwa” mógłby mnie po kryjomu zabić. Nie mogę na to pozwolić. Przede wszystkim muszę ujść z życiem. Jeszcze kiedyś się policzymy. – wypowiedziałby to gdyby nie fakt, że w piersiach brakowało mu tchu z powodu morderczego tempa biegu.
Po kilkunastu minutach zmierzania na południe dotarł do niewielkiej przystani nad morzem. Mieszkający w pobliskim domostwie szkutnik spał, więc Kirin bez trudu wskoczył na niewielki w pełni ożaglowany stateczek i odbił od brzegu kierując się ku wschodowi. Nie wiedział dokąd płynie, wiedział jednak, że w tej chwili musi znaleźć się jak najdalej od swego nowego śmiertelnego wroga – Dan Zuduna.

Ciąg dalszy w części 2.

Dan Maelhus

avatar
  Subscribe  
Powiadom o