„Sztorm” – opowiadanie

Sanos z trudem wypłynął na powierzchnię wzburzonego morza i wypluł słoną wodę. Od chwili w której jego statek „Rdzawy Bursztyn” przechylił się na lewą burtę pamiętał tylko mgliste obrazy: ciemne kształty, niespodziewane uderzenia i pragnienie złapania choć jednego głębokiego oddechu. Zdołał chwycić się kawałka złamanego masztu dzięki czemu utrzymał się na powierzchni. Deszcz lodowatymi igiełkami uderzał go w twarz i dłonie, lecz reszta ciała nie miała się lepiej. Już po chwili zaczął szczękać zębami i trząść z zimna, z trudem trzymając się swej prowizorycznej tratwy. Jego myśli tylko na moment zeszły na dwóch od wielu dni ogarniętych śpiączką towarzyszy. Po chwili zastanowienia stwierdził, że w tej beznadziejnej sytuacji nie ma dla niego ratunku i zdecydował się poddać, puścić fragment masztu i spokojnie pozwolić ponieść falom na dno. Dłonie jednak odmówimy posłuszeństwa – wbrew własnej woli trzymał się kurczowo drewna. Ostatkiem rozsądnych myśli stwierdził, że pozostaje mu tylko czekać aż zamarznie, gdy stała się rzecz zgoła nieoczekiwana. Do roznoszonego przez czarną spienioną toń wraku „Rdzawego Bursztynu” podpłynął niezwykły kuter rybacki. Nie różnił się z wyglądu od zwyczajnych łodzi używanych przez rybaków w wioskach portowych; lecz ten płynął po wodzie spokojnie jakby zupełnie ignorując szalejący wokoło sztorm. Kuter przechylał się, ale trwał w równowadze. Targane świszczącym wiatrem żagle nadymały się, lecz maszt mimo jęków nie miał najmniejszego zamiaru poddać się żywiołowi. Gdy Sanos spojrzał w tę stronę na początku sądził, że to są pierwsze omamy poddającego się wychłodzeniu organizmu. Przetarłby oczy ze zdziwienia i puszczając się pływającego drewna niewątpliwie zatonął, lecz na szczęście nadal nie miał władzy w rękach. Tymczasem kuter sunąc przez wodę, jak gdyby był to piękny słoneczny dzień, zatrzymał się tuż obok samotnego rozbitka. Z kutra wyrzucono sieci, które sprawnie oplotły wychłodzonego i nie mogącego, ani nie mającego zamiaru się przeciwstawiać, mężczyznę. Następnie silne ramiona wciągnęły sieć i rzuciły go na pokład. Sanos jakby wzmocniony jakąś niesamowitą siłą odzyskał czucie w rękach i przemarzniętych do szpiku kości nogach. Spróbował wyplątać się z sieci i podnieść. Mimo wszystko nie wychodziło mu to najlepiej, postanowił więc spojrzeć na swego wybawcę i zobaczyć, czy ten jeszcze raz zechce mu pomóc. Wielkie było jego przerażenie gdy o dwa kroki od siebie zobaczył krępego, ale dobrze zbudowanego brodatego starca dzierżącego w dłoniach drewnianą pałkę. Ten właśnie zamachnął się celując wprost w głowę Sanosa. – Leż spokojnie, martwiejcu! – wykrzyknął starzec. Sanos tymczasem zebrał w sobie wszystkie siły, spróbował zrzucić z siebie sieci i odskoczyć w tył. Przeliczył swe możliwości. Jedyne co mu się udało to podnieść się na nogi i upaść w tył tym bardziej zaplatając się w krępujące ruchy sieci. To widocznie jednak wystarczyło, ponieważ starzec zamiast doskoczyć i tym razem celnie zdzielić rozbitka, odłożył broń i sięgnął po sieć kilkoma sprawnymi ruchami wyplątując z niej Sanosa. – Jesteś… żywy? – zapytał zdziwiony starzec. – T… t… t-t-tak myślę. – odrzekł szczękając zębami Sanos. – Cz-cz-emu chciałeś mnie zabić? – Myślę, że to niezbyt fortunne stwierdzenie biorąc pod uwagę, że przed chwilą uratowałem ci życie wyciągając z wody. Niesamowite. – dodał starzec jakby do siebie – Wygląda na to, że i Sztorm może czasem się pomylić. – Yyyyy? – wydał z siebie niewiele mówiący dźwięk rozbitek. – Racja, nie ma co gadać. Zaraz przyniosę Ci koc i coś ciepłego do picia. Albo na odwrót. – to mówiąc zaciągnął niemalże bezwładnego rozbitka do kajuty. Dopiero wtedy Sanos zdał sobie sprawę, że kuter prawie nie kołysze się na szalejących wokoło falach, a wiatr zdaje się dmuchać lekko jak bryza w słoneczny dzień. W kajucie brodacz przykrył go kawałem ciemnego chropowatego materiału i napoił. Napój był gorący, przy tym w smaku niepodobny do niczego co dotychczas dane mu było spróbować. Być może był to tylko efekt wychłodzenia, a być może tajemniczy rybak dysponował jakąś nieznaną nikomu innemu wiedzą. – K-kim jesteś? – zapytał już znacznie wzmocniony rozbitek. Ciepło przyjemnie rozpływało się po całym jego ciele, powoli zaczynało wracać czucie w nogach. – Jestem Rybakiem. Nie takim zwykłym, oczywiście. Łowię marynarzy ogarniętych śpiączką, których porywa Sztorm. Zaskoczyło mnie, że jesteś żywy, to znaczy nie śpiący. Dotychczas Sztorm nigdy się nie pomylił. Pędząc po morzach i oceanach zdarzało się mu atakować, lecz nigdy nie zatopił statku na którym znajdował się choć jeden człowiek w pełni sił. To pierwsza taka sytuacja w całej mojej wiecznej służbie. – J-j-ak to? Co z moimi przyjaciółmi? – zapytał Sanos przypominając sobie o swych śpiących współtowarzyszach, którzy wypadli za burtę przy pierwszym uderzeniu fali sztormowej. – Ich także uratowałeś? – O nich ci chodzi? – odrzekł starzec ruchem głowy wskazując dwie trupio blade postacie spokojnie oparte o ścianę kajuty, wyglądające jakby pogrążone w głębokim śnie. – Nie. – powiedział kręcąc głową – Nie uratowałem ich. Dla nich nie ma już ratunku. Być może ze względu na nich Sztorm zdecydował się zatopić „Rdzawy Bursztyn”. Oni popłyną ze mną i już nigdy więcej ich nie zobaczysz. Tak postępuje Sztorm ze wszystkimi okrętami żeglarzy pogrążonych w śpiączce. Tak zawsze czynię ja zabierając ich ze sobą. To nic złego, oni i tak od dawna pozbawieni byli szans na życie. – Cóż, sam jakiś czas temu zapadłem w śpiączkę i ozdrowiałem kilka dni temu. – To może wyjaśniać przyczynę Sztormu. W każdym razie jest to bardzo dziwne. – Sz-sztorm. Widziałem kiedyś obrazy przedstawiające go. Nie spodziewałem się, że jest tak potężny. – Obrazy te namalowane zostały przez zdrowych ludzi, których Sztorm oszczędził nie pokazując swej prawdziwej siły. Gdyby nie przeżyli to jak mogliby go później namalować? – zaśmiał się – Sztorm jest litościwy. Tak jak mówiłem zatapia tylko te statki, których załoga zapadła w wieczną śpiączkę. Gdyby nie On to statki te być może przez dziesiątki lat miotałyby się dryfując po wszystkich morzach świata. Dlatego nikt naprawdę nie zna jego niszczycielskiej siły i nie może o niej opowiedzieć. Ty jesteś wyjątkiem. – K-Czym jest Sztorm? – Za dużo chcesz wiedzieć. Wszystko co musisz to to, co widziałeś nim wyciągnąłem cię z wody. – rzekł poprawiając brodę – Zaraz skieruję kuter w stronę twoich wysp. Wysiądziesz niedaleko małej wioski rybackiej. Ja naturalnie nie podpłynę do portu, pójdziesz tam na piechotę. Dalej już sobie poradzisz, do rana zdążą wrócić ci siły. A teraz śpij. – nim skończył mówić, wyczerpany rozbitek zaczął już głośno chrapać. Spał długo. Przebudził się gdy słońce górowało już nad nieboskłonem. Otworzył oczy. Leżał na gorącym piasku wybrzeża, a na niebie nie było ani jednej chmurki. Po sztormie nie było nawet śladu. Chłodny wiatr od morza sprawiał, że mimo prażącego słońca czuł się świeżo i rześko. Dopiero po chwili przypomniał sobie poznanego noc wcześniej starca. Z całą pewnością nie było go nigdzie w pobliżu. Rozejrzał się uważnie i na morzu zauważył ciemny punkt oddalający się za horyzont. Czy to odpływający statek? Z tej odległości nie mógł być pewien. Zwrócił głowę w lewo i w oddali zauważył zabudowania jakiejś przybrzeżnej wioski. Zatopiony w myślach o czymś zupełnie innym bezwiednie skierował swe kroki w tę stronę. Nigdy nie zyskał pewności czy naprawdę poznał tajemniczego rybaka czy też był to tylko omam spowodowany wyziębieniem, gdy sztormowe fale niosły go nieprzytomnego ku brzegowi.Edeos z Golduranu Dnia 3672

avatar
  Subscribe  
Powiadom o