Z cyklu „Opowieści z Gry”.

Historia miłości doskonałej, ale i smutku, i żalu pełna – Skjold i Alvilda [Arkon Szary Wilk, 1767, Fortholm – miłość Skjolda i Alvildy, Fortholm, Zaklęcie Wiedźmy]

 

„Chwała niech będzie dla tych co odeszli z miłości i dla tych co o tę miłość
walczą”

Przyjaciele oto historia miłości doskonałej, która nie zna granic i barier.
Piękniejsza tym bardziej, że wydarzyła się naprawdę, bez niepotrzebnego
upiększania.

Dawno, dawno, dawno temu kiedy w stolicy bojvińskiego rodu, Bojholmie, rozwijały
się handel, rzemiosło, żegluga, sztuka i wszystkie dobrodziejstwa dane nam od
bogów w zupełnie innej części tego imperium, w Fortholmie, stawiano pierwsze
kroki na drodze ku rozwojowi. Przyszłość zapowiadała się na pełną bardzo
cieżkiej, żmudnej, nienagrodzonej od razu pracy, na działań pełnych wyrzeczeń
jednak Bojvingowie, jak to Bojvingowie, po łyku spirytusu stawali się niepoprawnymi
optymistami i nie bali się wyzwań, pracowali bez wytchnienia dzień i noc na swój
sukces.

W tej początkowej fazie rozwoju Fortholmu, do tej pączkującej osady przybył
młody człowiek, który przyjął imię Skjolda i dołączył do zacnego grona
Bojvingów. Bardzo szybko zyskał sympatię wszystkich tamtejszych mieszkańców ze
względu na aktywność i pracowitość wybitną nawet wśród Bojvingów. Poza tym
imponował błyskotliwością i głową pełną pomysłów, które już bardzo szybko
zaczął wprowadzać w życie. Był wygadany i zdolny, wzbudzał szacunek nawet u
dużo starszych od siebie… Wkrótce w Fortholmie, stolicy zachodniego imperium
pojawiła się piękna dama, która przybrała imię Alvildy… Była wyjątkowo
piękna i wyjątkowo zdolna, również uwielbiała ciężką pracę i niczego się
nie bała…

Tych dwoje nie od razu sobą się zainteresowało jednak dość szybko zaczęły
pojawiać się pierwsze kuksańce, odwzajemnione uśmiechy, wymowne spojrzenia…
Później doszły szpety, które jak wiadomo u Bojvingów zarezerwowane są
wyłącznie dla zakochanych… To był znak, że pod okiem bogów morza i opieką
duchów lasu, pod światłem pięknej, fortholmskiej latarni narodziła się
wspaniała i piękna miłość. Od razu widać było, że są dla siebie stworzeni,
że są jednością. Nie było już „ja”, „ty” – było już tylko „my”. Pewnego dnia
zapragnęli sformalizować swój związek i poprosić te same duchy i tych samych
bogów opiekujących się Fortholmem o to, by udzieliły również im swojego
błogosławieństwa i swojej opieki. Poprosili zatem druida o udzielenie im ślubu.

Cóż to był za ślub! Tłum ludzi, zgromadzonych na plaży już po zachodzie
słońca. Oni i druid w centrum kręgu ustawionego z pochodni, wbitych w piasek na
plaży… Piękne słowa przysięgi, piękne modlitwy do bogów. Oboje zgodzili się,
że chcą być ze sobą do końca życia, że pragną na ten okres opieki istot spoza
tego świata, że pragną być ze sobą cokolwiek byłoby na świecie. Obiecali sobie
miłość ponad wszystko, miłość doskonałą – współistnienie w radościach,
śmiechu ale i w smutku i cierpieniu… Ceremonia zakończyła się a światła
pochodni zgasły zalane falą przypływu. Na niebie zostały jedynie gwiazdy –
Strażniczki Tajemnic Nocy, Milczące Obserwatorki Życia i księżyc – Światło
Zakochanych, Opiekun Miłości, Władca Fal i Serc. Potem zaczęła się zabawa…

A po zabawie szybko wrócono do porządku dziennego, jednak miłość Skjolda i
Alvildy trwała… Ba! Ona z czasem wciąż się rozwijała, wzmacniała. Miłość
kwitła i upiększała życie także innym Bojvingom, którzy dzięki obserwacji
zakochanych czuli się coraz lepiej, stawali się radośniejsi, stawali się
optymistami już nie tylko pod wpływem spirytusu… Skjold jednak nie
próżnował… Odbywał wiele wypraw, nadal trzymał się swoich wspaniałych
pomysłów, wciąż działał aktywnie już nie tylko w Fortholmie, ale i nawet w
Bojholmie w Stolicy. To sprawiło, że zyskał zaufanie, a za zaufaniem poszła
władza, którą mu powierzono – został Hegemonem Fortholmu. Oczywiście cały czas
zawsze mu towarzyszyła i murem za nim stała Alvilda…

Jednak po kilku latach sielanki wszystko się skończyło… Skjold zachorował na
ciężką chorobę i zapadł w ciężki sen. Alvilda na wszelkie sposoby, próbowała
go obudzić. W końcu o pomoc poprosiła tego samego druida, który udzielał im
ślubu… Jak sama później powiedziała tylko dzięki temu Skjold się na moment
obudził. Pożegnał się ze wszystkimi – widział nadchodzącą śmierć… Wszyscy
błagali go aby walczył, jednak wszystko wydawało się jasne… Nie był w stanie
nawet się podnieść… Został w łodzi, w której choroba go dopadła. Alvilda
załamana, postanowiła, że nawet śmierć ich nie może rozdzielić. Odwiązała
cumy i pchnęła łódź na wodę. Powiedziała, że jeżeli on umrze to ona odejdzie
razem z nim. I tak odpłynęli w daleką podróż, w nieskończoną podróż,
podróż wieczności, wiecznej miłości… Miłość, której nawet śmierć nie
była w stanie zniszczyć… Miłość odpłynęła „Zaklęciem Wiedźmy”…

Przyjaciele, oto historia prawdziwa… Historia miłości, która wydarzyła się
naprawdę. Niechaj posłuży za przykład tym, którzy nie wierzą w siłę
miłości, niechaj ukarze niedowiarkom jej siłę i nieskończoną moc.
Podróżnicy… Okręt zmarłych kochanków będzie dryfował w nieskończoność, ku
pochwale miłości. Kiedy takowy zobaczycie, westchnijcie nad zmarłymi kochankami i
pomyślcie o swoich ukochanych, którzy gdzieś tam daleko, lub tuż obok czekają na
Wasze oczy, usta, na wasz uśmiech i serce… Pomyślcie i nie uciekajcie od
miłości. Bo miłość jest wieczna i piękna. A jej siła jest największa na
świecie…

Spisał ten co widział i może prawdę poświadczyć…

druid Szary Wilk, Bojving

Fortholm, 1767

avatar
  Subscribe  
Powiadom o