Zeznania w sprawie porwania – Eggar, dn. 2765

Jestem Eggar, jestem Bojvingiem. Mam 21 lat, urodziłem się w Fortholmie. Jestem
artystą, malarzem, choć nie ma to w tej chwili żadnego znaczenia. W Fortholmie
poznałem Vargę, Kolla Rafana, Orma. Pod ich wpływem i ich opowieści snutych przy
dogasającym ognisku na skrawku lądu pomiędzy dwoma morzami, zapragnąłem być
takim jak oni. Dzielnym, nieustraszonym, jednym z nich – Bratem, dobrym kompanem do
picia spirytu i do zabawy. Zaraz też wraz z Vargą popłynęliśmy do Bojholmu,
gdzie do Rodu przyjął mnie Jarl Dismund. Wieczory upływały nam na jej
opowieściach, które to rozpalały me serce i duszę. To też nie ma wielkiego
znaczenia, ale może dzięki podobnym szczegółom uda mi się zachować życie, a o
niczym innym w tej chwili nie marzę. 20 lat publicznych robót byłoby lepsze niż
śmierć i brak możliwości odkupienia win.

Przejdę do rzeczy istotniejszych, a które są przedmiotem oskarżenia. Przyznaję,
że jestem winny próby porwania i morderstwa. Próby nieudanej. Proszę jednak
szanownych sędziów o próbę zrozumienia mnie i moich motywów. Opiszę rzecz od
początku, tak jak ja ją widziałem. Nie będę wybielać siebie, jestem winny jak
cholera i czuję skruchę i żal, że do tego wszystkiego musiało dojść. Był to
wynik nieporozumienia jakie zaszło pomiędzy nami, grupą młodych Bojvingów, a
trzema starszymi i doświadczonymi Bojvinkami, dokładniej między nami, a Sigridą,
Vargą i Miką.

Plan był prosty: popłynąć do Vlotryan i dowiedzieć się, czy przebywa tam
Agnatha. Nie miałem pojęcia, co takiego ta kobieta zrobiła Rodowi Bojvingów, że
aż tak jest ścigana. Było to zadanie poboczne, głównym było dostarczenie do
Bojholmu Osk, ale jak się okazało ona znalazła sobie inny transport i zostało nam
tylko to zadanie. Nie słyszałem bezpośrednio rozkazów Jarla, ale potem
dowiedziałem się, jakie są. Dismund rozkazał, by sprawdzić, czy we Vlotryan
przebywa Agnatha, jeśli tak prosić o wydanie jej Rodowi, lub postąpić zgodnie z
osądem sytuacji na miejscu. Jeśli nie dowiedzieć się, gdzie przebywa i tam
popłynąć. Mieliśmy wyraźny rozkaz unikania konfliktu z Królestwem Vlotryan.
Dowódczynią wyprawy mianowano Sigridę i to ona była pierwszą po Jarlu na
okręcie. W drodze do Vlotryan Sigrida przedstawiła nam swój plan. Ponieważ
wątpiła, by Agnatha przebywała dalej we Vlotryan zdecydowała, że popłyną dwie
grupy, jedna Bojvingów, których we Vlotryan znają, druga złożona z wszystkich
młodych, świeżej bojvińskiej krwi, nikt z nas nie skończył nawet 25 roku
życia, która będzie się podawała za przybyszy z jakiejś wioski na Fic. Gdyby
Agnathy nie było mieliśmy wypytywać o nią twierdząc, że to nasza znajoma. Gdyby
była i była śpiochem mieliśmy twierdzić, że jesteśmy jej znajomymi i tu się
umawialiśmy na spotkanie. Mieliśmy przeciągnąć ją na statek i zabrać do
Fortholmu. Nie wiem, co miało się dziać w drodze. Gdyby Agnatha była w mieście,
a władze nie chciałyby jej wydać mieliśmy próbować ją porwać. Tak
przynajmniej wszyscy, cała czwórka, zrozumieliśmy rozkaz Sigridy. I zgodnie z nim
podejmowaliśmy późniejsze działania, które zaprowadziły nas w to właśnie
miejsce: Thorvalda i Dronira do śmierci, mnie i Wacnega do celi, która może być
naszą celą śmierci. Zmieniliśmy nazwę slupa na: Moja Piękna, wcześniej
nazywał się Daannil, zbyt po bojvińsku. Dostaliśmy także polecenie zmiany imion,
którymi się mamy posługiwać. Thorvald został Leonem, ja Xeronem, a Wacneg
Wacławem. Dronir jako imię neutralne mogło zostać. Jedna Varga protestowała
przeciw tym rozkazom, twierdziła, że są niewykonalne i przyniosą Rodowi tylko
szkodę. Mimo niechęci do Agnathy nie uważała także za odpowiednie zabijać ją.
Dostarczyć do Fortholmu, lub Bojholmu na sąd ewentualnie. My byliśmy zbyt młodzi,
zbyt nieopierzeni, by dyskutować o czymkolwiek, nawet by brać udział w dyskusji.
Tak się przynajmniej czuliśmy. Kim byliśmy my, przy tak wieloletnim
doświadczeniu? Nie było możliwości sprzeciwić się rozkazom dowódcy. Byłoby to
hańbą dla Bojvinga i z pewnością skończyłoby się wydaleniem z Rodu. A o tym
żaden z nas nawet nie śmiał myśleć. Przecież dopiero co staliśmy się Braćmi
i Siostrami! Dopiero co ucztowaliśmy w naszym pięknym Bojholmie. Do tego już w
czasie wyprawy usłyszeliśmy historię o harenholmskich Bojvingach i ich zdradzie
Rodu. O tym jak odpłynęli sobie w siną dal zostawiając wszystkich za sobą i nie
dając znaku życia. Nie chcieliśmy być jak oni. Ja miałęm jeszcze jeden motyw.
Nie chciałem stracić miłości, zaprzepaścić szansy, że kiedyś będziemy razem.
A w przypadku odmowy wykonania rozkazu z pewnością nawet nie miałbym co marzyć o
jakimkolwiek związku z tą, którą kocham. Jestem szczery aż do bólu, ale mam
nadzieję tą szczerością kupić sobie życie. A przynajmniej szansę przeżycia.

Pierwszego dnia po zadokowaniu do Vlotryan przedstawiliśmy się zmienionymi
imionami i zaczęliśmy działać zgodnie z otrzymanymi poleceniami. Zobaczyliśmy,
że nasze Siostry już tu są, więc zaczęliśmy udawać, że się nie znamy.
Thorvald zaczął inscenizować, a ja przyłączyłem się do tego teatru. Nie było
to dla nas ani śmieszne, ani zabawne udawanie kogoś kim nie byliśmy. Mieliśmy w
tym względzie wszyscy podobne odczucia. Agnatha pierwszego dnia nie pokazała się,
wszyscy chyba mieliśmy nadzieję, że się nie pojawi. Drugiego dnia okazało się,
że jednak przebywa we Vlotryan. Wyszła na plac i zaczęła bluzgać ubliżając od
samego początku Sigridzie i Vardze, co doprowadzało nas do szału, bo nie mogliśmy
się nawet włączyć do dyskusji, jakoś bronić dobrego imienia. Nie mogliśmy
jednak złamać otrzymanych rozkazów. Gdy długie dyskusje nie wyłaniały
odpowiedzi zaczęliśmy popatrywać na Sigridę, czy każe nam realizować ustalony
scenariusz. Nie będę ukrywać – byliśmy przerażeni czekającym nas zadaniem,
które musiało być ponad nasze siły. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia,
pomysł był karkołomny, a im bardziej w las, tym więcej drzew. Nie mieliśmy
pojęcia, co się stanie. Gdy wieczorem Agnatha wydawała się śpiąca, a całe
Vlotryan ciche zapytaliśmy Sigridę, czy mamy zrobić to, co zaplanowała. Dodatkowo
przerażał nas fakt, który odkryliśmy tego wieczora: slupem mogły płynąć tylko
4 osoby. Naprędce wymyśliliśmy, że jeden z nas schowa się na szkunera i w
zamieszaniu może zostanie to początkowo niezauważone. Zapytałem głośno tymi
słowami: „Leon, Dronir, czy płyniemy już dziś, czy czekamy do jutra? Jak
myślicie? Zbieramy się?” i oczekiwaliśmy na jakąś odpowiedź Sigridy.
Doczekaliśmy się niedługo potem: „Juz plyniecie? Varga odetnie z ulga. ” i
uśmiechnęła się pod nosem*. Potraktowaliśmy to jak potwierdzenie polecenia
porwania. Nie wiem, czy było tym naprawdę. Tak zabrzmiało, a w psychozie, która
się wśród nas wytworzyła nie znajdowaliśmy innego wytłumaczenia dlaczego mogła
tak powiedzieć.

Vlotryan wydawało się senne, co jak się okazało było fałszywym obrazem,
zresztą nie byliśmy w stanie czekać do późnej nocy. Wacneg powiedział, że on
pewnie zaraz padnie z wyczerpania. Chcieliśmy mieć to wszystko za sobą. Wyszliśmy
na ląd i zabraliśmy się za przeciąganie Agnathy, ale trzech okazało się za
mało. W przypływie paniki poprosiliśmy o pomoc, że niby któryś z nas zasnął.
Cała prośba kupy się nie trzymała, ten co miał zasnąć właśnie w tym momencie
szeptał i w ogóle. Byliśmy przerażeni, ręce nam się trzęsły, ale udało się
przenieść Agnathę na statek. Czym prędzej oddokowaliśmy. Teraz zgodnie z planem
Sigridy mieliśmy czekać, aż na morzu pojawi się szkuner Romanov i natychmiast do
niego dokować. Szkuner pojawił się, ale dokować się nie dało. Zaraz też
zobaczyliśmy ścigające nas statki. Już wcześniej w panice zaatakowaliśmy
Agnathy myśląc, że może ranna będzie miała mniejsze szanse ucieczki. To był
wielki błąd, bo doszło nam do zarzutów usiłowanie morderstwa, ale byliśmy zbyt
przerażeni by o tym myśleć. Ja sam mam tylko 21 lat! Nigdy nie przypuszczałbym,
że mogę się kiedyś znaleźć w takiej sytuacji, więc nic dziwnego, że nie
miałem pojęcia co robić. Okazało się, że do Romanova nie da się zbliżyć, że
nie wiadomo, co się dzieje.

A potem rozpętało się piekło. W kilka sekund zadokowała do nas Sigrida, Varga,
Łowcy z Ideą, Lia i Granola. Nie wiedziałem co się dzieje, nie ogarniałem
sytuacji, starałem się bronić, parować, machałem szeroko toporem starając się
odpędzić atakujących. Do moich uszu docierały odgłosy walki, ale wydawało mi
się, że wszystko się dzieje jakoś daleko, zupełnie surrealistycznie,
odparowałem dwa ciosy, trzeci przebił się przez tarczę. Połknąłem żywność
leczniczą, ale nie udało mi się dobrze zaleczyć ran. Następne co pamiętam to
jak wyciągałem bełt z kuszy spomiędzy żeber. Chyba w międzyczasie jeszcze
Agnatha zdzieliła mnie w ramię toporem, nie jestem pewny. Nie widziałem, co się
wokół dzieje. Krzyknąłem do Thorvalda, żeby pamiętał o lekach, ale zaraz potem
usłyszałem jego śmiertelny krzyk. Zaraz potem usłyszałem ostatni okrzyk
Dronira.Zlustrowałem swoje rany pobieżnie. Nie wiem, jakim cudem jeszcze żyłem.
Zorientowałem się, że ktoś kichnie i będzie po mnie, nie wiem jakim cudem
trzymałem się w jednym kawałku. W obliczu bliskiej śmierci włożyłem
bransoletę oznaczającą bycie Bojvingiem i coś krzyknąłem, nie pamiętam, pewnie
coś głupiego, w stylu: Umrę jako Bojving, czy coś podobnego. W tym momencie
Sigrida wcisnęła mi do ręki leki, zjadłem je czym prędzej, a w zaledwie pół
sekundy potem trafł mnie Łowca Letiron (Letirion?). Cudem przeżyłem, może znak
od Bogów, że wtedy mój czas jeszcze nie nadszedł… Wtedy Idea nagle
zaproponowała przerwanie walki. Jeśli wypuścimy Agnathę pozwoli nam odpłynąć i
pochować swoich. Mówiła, że dość krwi zostało przelane, dwóch młodych
zginęło, reszta dostała nauczkę. Rano okazało się, że aby uniknąć
wyniszczającej dla obu stron wojny mamy się poddać, taka też była decyzja
Sigridy. Wpłynęliśmy do portu i złożyliśmy broń, łomy i klucze zgodnie z
warunkami ultimatum danego nam przez Króla Rodgara. Liczyłem, że chociaż moja
ukochana wywinie się śmierci, bo nikogo w całym zajściu nie atakowała. A my,
reszta, byliśmy winni jak cholera.

W ostatnich zdaniach tego zeznania chciałem zrobić to, co właściwie powinienem
zrobić na początku. Przepraszam wszystkich mieszkańców Vlotryan za moje
zachowanie i działania. Przepraszam szczególnie Granolę, którą zgodnie z
poleceniami nakazującymi podawanie się za kogo innego musiałem oszukiwać i
okłamywać. Nie podobało mi się to wtedy, nie podoba mi się teraz, zwłaszcza,
że była dla nas miła. Wybacz proszę. Przepraszam także wszystkich, których
zdołałem trafić w tej chaotycznej bitwie na pokładach statków. Ne wiedziałem,
co się dzieje, byłem zbyt przerażony i zaszczuty, żeby myśleć co robię.
Przepraszam nieznajomą kobietę, którą bez jej wiedzy i zgody zaangażowaliśmy
paskudnie w pomoc przy przeciąganiu. Tu też czuję się winny i proszę o
przebaczenie. Proszę o wybaczenie także Agnathę. Nie znałem jej, nie miałem
pojęcia jakie grzechy popełniła i za co mamy ją ścigać, a jednak wykonałem
rozkaz, którego wykonywać nie powinienem.

Szanowny Wysoki Sądzie. Królu. Mieszkańcy Vlotryan. Przyznaję się do próby
porwania i próby morderstwa. Proszę o wzięcie pod uwagę jako okoliczność
łagodzącą to, że nie było to działanie z zimną krwią. Nie jesteśmy
mordercami, nigdy nie chcieliśmy być. Sytuacja nas przerosła. Jesteśmy młodzi i
niedoświadczeni, zresztą dzięki temu Agnatha wciąż żyje i jest bezpieczna. Ja
osobiście czuję skruchę i dręczy mnie poczucie winy praktycznie równe strachowi
przed śmiercią. Nie chcę umierać, dopiero co wkroczyłem w dorosłe życie.
Pragnę dowieść, że nie jestem taki tylko, jak z tej całej historii można
wnosić. Ponieważ do żadnego morderstwa nie doszło proszę o odstąpienie od kary
śmierci. W dodatku poddaliśmy się dobrowolnie. Dlatego proszę o choć częściowe
złagodzenie wyroku. Nie wiem jakie są tradycje sądownicze Vlotryan, ale wyrok
przyjmę z pokorą. Choćby to było jak napisałem wcześniej 20 lat robót
publicznych. Jednocześnie gwarantuję władzom Vlotryan, że ani mi w głowie żadna
ucieczka, ani naprzykrzanie się poprzez jakieś stukania w drzwi aresztu i inne
takie. Jeśli zostanę wypuszczony do pracy publicznej na placu nie będę uciekać.
W tym przypadku zdam swoją tarczę jako dowód braku chęci jakiejkolwiek chęci
ucieczki. Chcę mieć okazję dać się poznać od lepszej strony i mimo, że pewnie
większość z Was mnie teraz nienawidzi i ma za najgorsze ścierwo proszę o
podobną możliwość.

Eggar, dn. 2765, Vlotryan

avatar
  Subscribe  
Powiadom o